Zbiórka zakończona
Dorota Lisiczko-Zając - zdjęcie główne

Panna młoda z oddziału onkologii

Cel zbiórki: leczenie w CHIPSA Hospital w Meksyku

Organizator zbiórki:
Dorota Lisiczko-Zając, 39 lat
Golczewo, zachodniopomorskie
Nowotwór złośliwy - chłoniak limfoblastyczny B-komórkowy
Rozpoczęcie: 20 lutego 2017
Zakończenie: 24 marca 2017
143 579 zł(100,37%)
Wsparło 6540 osób

Przekaż 1,5% podatku

Numer KRS0000396361
Cel szczegółowy 1,5%0072959 Dorota

Cel zbiórki: leczenie w CHIPSA Hospital w Meksyku

Organizator zbiórki:
Dorota Lisiczko-Zając, 39 lat
Golczewo, zachodniopomorskie
Nowotwór złośliwy - chłoniak limfoblastyczny B-komórkowy
Rozpoczęcie: 20 lutego 2017
Zakończenie: 24 marca 2017

Rezultat zbiórki

Dzięki Waszej pomocy to, co wydawało się nieprawdopodobne, stało się możliwe! :) Dorota zakończyła leczenie w Meksyku. Czuje się bardzo dobrze. Zresztą – posłuchajcie sami:

Obejrzyj wywiad z Dorotą i materiał o jej walce z chorobą w programie „Pytanie na śniadanie”:

Dorota Lisiczko-Zając (otwiera nową kartę)

Dziś Dorota nie jest już panną młodą z oddziału onkologii. Jest szczęśliwą żoną :) Dorocie i Grzesiowi życzymy wszystkiego dobrego na nowej drodze życia! Oby była pełna miłości, szczęścia i przede wszystkim zdrowia :)

Dziękujemy wszystkim, dzięki którym jest to możliwe!

Dorota Lisiczko-Zając

 

 

Opis zbiórki

Wszystko było już gotowe. 4 czerwca – data zaklepana w urzędzie. Zaproszenia wysłane do gości, ułożone weselne menu. W szafie wisiała biała sukienka, czekały pantofelki i welon. Ślubu jednak nigdy nie było. Między Nią a Niego wszedł podstępnie ten trzeci – rak…

 

Dorota Lisiczko-Zając

 

2016 rok miał być najpiękniejszym rokiem w ich życiu – tym, w którym Dorota przyjmie nazwisko Grzesia, w którym zaczną wspólną drogę, od teraz i na zawsze. Tymczasem był rokiem, w którym zamiast patrzeć z uśmiechem w przyszłość wspólnie płakali, bojąc się, czy ta przyszłość w ogóle nastąpi. Zamiast być panną młodą Dorota stała się młodą pacjentką oddziału onkologicznego. Zamiast białej sukni były białe kitle lekarzy, zamiast weselnej sali korytarze szpitala. Zamiast chwil spędzonych z mężem – samotność, tygodnie spędzane w izolatce w towarzystwie kroplówki. Zamiast łez szczęścia był płacz z bezsilności i strachu. Zamiast welonu na pięknie ufryzowanych lokach – wypadające garściami włosy i chusta na łysej głowie. Zamiast życzeń pomyślności na nowej, wspólnej drodze życia dziś jest walka o to, by to życie trwało.

 

Wrzesień 2015 roku. Dorotę, przyszłą pannę młodą, zaczyna boleć biodro. Na początku jest pewna, że to przemęczenie, przeforsowanie. Jest w końcu w ciągłym ruchu – pracuje jako doradca zawodowy osób niepełnosprawnych, działa w wolontariacie, planuje ślub. Wulkan energii – uśmiechają się znajomi, gdy mają opisać Dorotę. Niepoprawna optymistka, z uśmiechem od ucha. Ból jednak coraz częściej ściera ten uśmiech z twarzy jak gumka do mazania; tępy, przeszywający, jest jak niechciany towarzysz, który nie chce odejść. Gdy środki przeciwbólowe nie działają, Dorota idzie do ortopedy. Lekarz nawet jej nie bada, na postawie samej rozmowy stwierdza zapalenie stawów i zapisuje antybiotyk. Dorota wraca do domu, pewna, że ból wkrótce minie. Nie mija. Gdy po dwóch tygodniach do bólu biodra dochodzi ból nerek, Dorota zaczyna podejrzewać, że antybiotyk narobił więcej szkód niż pożytku. Jedzie do szpitala. Lekarze stwierdzają niewydolność nerek, niepokoi ich też poziom wapnia w krwi Doroty. Każą prześwietlić kości. Są w nich takie zmiany, jakby były wielokrotnie złamane, ale do złamania nigdy przecież nie doszło. Badania obrazowe, morfologia, prześwietlenia, pobranie szpiku… Gdy Dorota dostaje do ręki wynik badania, kartka niemal wypada jej z rąk.

80% jej szpiku kostnego jest zajęte przez komórki nowotworowe.

 

Dorota Lisiczko-Zając


Nie wierzy. Przecież trafiła tu, bo bolała ją noga… A tu rak? Słowo, które jak żadne inne kojarzy się ze śmiercią, z bólem, beznadzieją, z powolnym trawieniem ciała przez chorobę, z umieraniem w męczarniach. Słowo, które nie pasuje do życia młodej dziewczyny, do takich pojęć jak praca, przyjaciele, ślub, miłość, przyszłość, tych wszystkich, które opisują życie Doroty. Pierwsza myśl – to musi być pomyłka, może ktoś zamienił wyniki? Druga – jeśli naprawdę mam raka, to co teraz? Grzegorz nie pozwala jej się załamać. Mówi, że wszystko będzie dobrze, że sobie poradzą. Dorota wierzy. Nie jest z tych, którzy użalają się nad sobą i liczą na cud, gdy pojawia się problem. Ona wtedy działa, szukając sposobów rozwiązania; gdy nie sprawdza się jeden, próbuje następnych, do skutku. Wie, że jeśli faktycznie ma raka, to z całych sił będzie walczyć. Wie, że wtedy na pewno wygra.

 

Nowotwór jednak powoli wkrada się w codzienność, podporządkowując sobie kolejne dziedziny jej życia. Rak to nie tylko śmiertelny przeciwnik, ale także bezlitosny złodziej, który zabiera wszystko – chwile z bliskimi, plany na przyszłość, poczucie własnej wartości, siłę, radość, a na końcu także życie. W grudniu okrada Dorotę z pasji, gdy zamiast koordynować pracę wolontariuszy Szlachetnej Paczki musi leżeć w szpitalu. Odziera z magii Świąt, gdy zamiast odwiedzać członków rodziny wizytuje kolejnych lekarzy. Zabiera ukochaną pracę, gdy musi przedłużać zwolnienie lekarskie, bo wciąż nie ma właściwej diagnozy. Nie zabiera natomiast jednego – miłości. Grześ i Dorota wciąż są razem i planują wspólną drogę życia, niezależnie od tego, czy będzie na niej nowotwór, czy nie.

 

Dorota Lisiczko-Zając


Badania, które przechodzi Dorota, nie dają żadnych odpowiedzi - choć lekarze są pewni, że jej choroba to rak, nie wiedzą, jaki dokładnie i w jak sposób go leczyć. Badanie wycinka węzłów chłonnych i PET wyklucza chłoniaka, kolejnym "podejrzanym" jest szpiczak. Dorota dostaje ponowne skierowanie na pobranie szpiku, tym razem w innym szpitalu. Jest pewna, że wynik będzie podobny do tego sprzed kilku miesięcy. Gdy dostaje kartkę z parametrami, przeżywa kolejny szok. Szpik jest czysty. Ilość komórek nowotworowych z 80% spada do zera. Nikt nie potrafi jej odpowiedzieć, jak to możliwe… Przez chwilę w jej głowie pojawia się myśl, którą ma każdy pacjent – że to pomyłka, że tak naprawdę jest zdrowa. Rezonans odcinka kręgosłupa piersiowego, lędźwiowego i miednicy wykazuje zmiany nowotworowe, niewielkie guzy zlokalizowane wokół kręgosłupa. Tygodnie w szpitalu dłużą się niemiłosiernie; nastaje rok 2016, w którym wciąż nikt nie leczy Doroty, tylko zajmuje się jej diagnostyką. Zniecierpliwiona, postanawia wziąć sprawy w swoje ręce. To ona biega za lekarzami po korytarzach, ona wyprasza kolejne badania, szpera w Internecie. Ból biodra czasami jest nie do zniesienia – środki przeciwbólowe stają się najlepszymi przyjaciółmi Doroty. Czasem nie ma siły wstać z łóżka, zaczyna chodzić o kulach. Ona i Grześ chcą jednak żyć normalnie, nie pozwolić, by nowotwór przekreślił ich ślubne plany. Wieczór panieński Doroty jednak wszystko zmienia - gdy idzie na spotkanie z przyjaciółkami, potyka się o kulę i upada, łamiąc biodro. Swój wieczór panieński spędza nie w klubie, lecz w szpitalu. Razem z Grzesiem podejmują decyzję o przełożeniu wesela. Chce iść do ołtarza na własnych nogach, wirować w objęciach męża w pierwszym tańcu, a nie patrzyć na tańczących gości z perspektywy wózka inwalidzkiego, na który rzucił ją rak.

 

Po upadku Dorota przechodzi operację wstawienia protezy biodra, długo dochodzi do siebie. Zamiast miesiąca modowego czeka ją długa rehabilitacja. Biopsja biodra to jednak w przełom diagnozie; choroba Doroty w końcu zostaje nazwana, jest nią PNET, złośliwy nowotwór tkanek miękkich. Błyskawiczne zapada decyzja o chemioterapii. Traci włosy, ale dla Grzesia i tak jest najpiękniejsza na świecie.

 

Dorota Lisiczko-Zając


Jest w aucie, w drodze na trzeci cykl chemii, gdy wszystko znowu się zmienia. Telefon ze szpitala. Dorota słucha słów lekarza, przytakuje, ale nie wierzy. Dodatkowe badanie kości, wymienionej na protezę, pokazuje, że jej nowotwór to jednak nie PNET, ale chłoniak limfoblastyczny B-komórkowy. Dostała dwa cykle chemii nie na tą chorobę co trzeba… Szok, złość. Ile jeszcze to potrwa? Przecież nie jest królikiem doświadczalnym, tylko człowiekiem. Jest zmuszona zmienić szpital, rozpoczyna leczenie w Szczecinie. Nowotwór ma wiele twarzy; jedną z nich jest śmierć, inną – samotność. Nowe leczenie onkologiczne Doroty wiąże się z długimi tygodniami w izolatce, gdy twarz Grzesia można oglądać tylko podczas videorozmowy w telefonie. Nie tak miał wyglądać ich rok…

 

Ze Szczecina trafia do szpitala w Katowicach, gdy okazuje się, że musi mieć przeszczep szpiku. Nie rozumie tej decyzji – przecież szpik jest teraz czysty, nie ma w nim komórek nowotworowych. Od samego początku intuicja mówi jej, że to zła decyzja. Lekarze nie mają dla niej jednak alternatywy, mają za to dawcę. Wyznaczony przeszczep nie dochodzi jednak do skutku – konieczne są dodatkowe badania dawcy. Lista możliwych skutków ubocznych przeszczepu przeraża Dorotę – wśród nich może być nawet śmierć. A po samym przeszczepie ma tylko 30% szans na wyleczenie, na życie…

 

W przeddzień przeszczepu przychodzi jednak odpowiedź z CHIPSA Hospital w Meksyku. To między innymi tam Dorota wysłała dokumenty z prośbą o konsultację. Tam propozycja leczenia jest inna – stosowane będą metody alternatywne, które mają stymulować układ odpornościowy do walki z nowotworem. Leczenie chcą poprzedzić szczegółową diagnostyką, która ostatecznie rozwieje wszelkie wątpliwości co do choroby Doroty. W przeddzień podania szpiku Dorota ma videokonsultację z lekarzami. Gdy słyszy rokowania, odwołuje przeszczep. Wątpliwości znikają, do jej serca ponownie wkrada się nadzieja i pewność, że się uda, że będzie dobrze. Ma świadomość, że ryzykuje, ale jest pewna tego, że musi spróbować. Według słów lekarzy leczenie w Meksyku daje jej nawet 75% szansy na wyzdrowienie – ponad dwukrotnie więcej niż w Polsce. A przy wartości, jaką jest życie, nawet jeden procent więcej ma znaczenie.

 

Dorota Lisiczko-Zając


Termin wyjazdu? Jak najszybciej. Dorota nie jest teraz pod opieką żadnego lekarza, a każdy dzień zmniejsza szansę na wygraną z nowotworem! Jedynym murem, który stoi między tą młodą dziewczyną a życiem, jest cena terapii. Dom, wypełniony śmiechem raczkujących dzieci, wspólne, szczęśliwe życie z Grzesiem, dopóki nie rozłączy ich śmierć – ta ze starości, nie z powodu nowotworu – tylko o tym marzy Dorota. Dziś walczymy o to, by do tej historii miłosnej dopisać happy end. Nie zdążyli przecież jeszcze ślubować, że w zdrowiu, że w chorobie, gdy los postanowił sprawdzić to sam. Dziś już wiedzą, że to na pewno, że na zawsze. Grzesiu, bardzo ci dziękuję za to co dla mnie robisz – pisze Dorota na swoim profilu z okazji Walentynek. Za to, że trwasz przy mnie zarówno w tych dobrych i złych chwilach... Że starasz się jak nikt inny na świecie! Nie jeden by uciekł... Przestraszył się... A ty jesteś i nie tracisz sił!

 

Oboje chcą teraz tylko jednego - by Dorota wyzdrowiała. Jeśli to się nie stanie – nie, nie jeśli, gdy – Dorota wie, że  wtedy poświęci się pomaganiu. Bo nie ma nic piękniejszego niż świadomość, że uratowało się czyjeś życie. My możemy dzisiaj uratować ją.

 

Wybierz zakładkę
Sortuj według

Dorota Lisiczko-Zając dalej walczy o zdrowie. Wesprzyj aktualną zbiórkę.

WesprzyjWesprzyj