
By dawne życie wróciło choć na chwilę...
Cel zbiórki: Półroczny pobyt w ośrodku rehabilitacyjnym
Przekaż 1,5% podatku
Przekaż 1,5% podatku
Cel zbiórki: Półroczny pobyt w ośrodku rehabilitacyjnym
Aktualizacje
Widać już pierwsze efekty rehabilitacji Grzegorza!
Drodzy Pomagacze,
chcieliśmy serdecznie Wam podziękować. Dzięki dobroci Waszych serc - Grzegorz spędził trzy miesiące w specjalnym ośrodku rehabilitacyjnym w Konstancinie. Zrobił w tym czasie ogromne postępy - samodzielnie je, pije, siedzi, stawia pierwsze kroki, wiemy też, że wszystko rozumie. Stara się z nami komunikować, jednak brak mowy jest dużym ograniczeniem.
Ze względu na obniżoną odporność i ciągłe infekcje zdecydowaliśmy zabrać Grzegorza do domu. Poza tym, że infekcje znacznie zmniejszyły efektywność prowadzonych terapii, stanowiły dla niego również śmiertelne zagrożenie. W ośrodku, w którym się rehabilitował przebywa wielu ludzi, dlatego uznaliśmy, że na okres największego ryzyka różnych infekcji zabieramy go do domu, by nic nie hamowało go w walce o sprawność.
Grzegorz jest w domu, przy rodzinie. Jego powrót to dużo emocji dla nas wszystkich, radość z bycia razem, która jeszcze trzy miesiące temu była poza zasięgiem naszych marzeń, teraz wywołała łzy wzruszenia, ale dała również energię do działania. Dla niego, dla nas. Powrót do domu to nie przerwa od rehabilitacji, najlepsi specjaliści z dziedziny fizjoterapii i neurologopedii zaczęli właśnie pracę z Grzegorzem.
Widząc takie efekty, nie zamierzamy się poddawać. Przed Grzegorzem długa, ciężka i mozolna praca, ale wierzymy, że da radę i będzie się cieszyć coraz lepszą sprawnością i czerpać jak najwięcej radości z życia.
Opis zbiórki
Razem z mężem wiedliśmy spokojne życie. Obowiązki, praca i zajmowanie się domem wypełniały nam codzienny czas. Byliśmy dumni z córki, która skończyła pierwszy rok studiów i mogliśmy rozpocząć przygotowania do urlopu. Los postanowił jednak przerwać naszą sielankę…
Grzesiek był osobą bardzo aktywną - biegał, chodził po górach, grał w piłkę. Aktywność fizyczna i zdrowe odżywianie były wpisane w jego życie. Wspólnie przygotowywaliśmy się do następnego wyjazdu w góry, który miał dojść do skutku lada moment… Był 3 sierpnia. Grzegorz wrócił z pracy i poszedł pobiegać. Bardzo to lubił. Odstresowywał się w ten sposób, miał wtedy czas tylko dla siebie. Gdy wrócił do domu zaczął uskarżać się na silny ból głowy, który postanowił szybko skonsultować z lekarzem. Być może to właśnie jego przezorność uratowała mu życie…
Dwa dni później, gdy Grzesiek czekał na tomografię komputerową głowy na oddziale diagnostyki obrazowej, stracił przytomność. Później okazało się, że doszło do rozwarstwienia tętnicy szyjnej. Lekarze nie byli w stanie udzielić żadnej konkretnej informacji. Dla Grześka zaczęła się najgorsza, najtrudniejsza walka, a dla nas moment paraliżującego strachu.
6 sierpnia sytuacja zdawała się być względnie opanowana. Grzesiek się obudził, rozmawiał ze mną – jednak nie miał kontroli nad prawą stroną swojego ciała. Starałam się go uspokoić. Mówiłam, że to stan przejściowy – jest silny, sprawny, więc po rehabilitacji szybko wróci do sprawności. Nie zdawałam sobie jednak sprawy z tego, że najgorsze dopiero przed nami…

Dzień później byłam przy Grześku w szpitalu. Poprosił o to, bym odwołała nasz urlop ze względu na jego stan. Rozmawialiśmy o zbliżającym się, kolejnym roku akademickim naszej córki i późnym popołudniem pożegnaliśmy się, a ja wróciłam do domu. Chciałam chwilę odpocząć przed kolejnym dniem w pracy. W najgorszych scenariuszach nie spodziewałam się, że jeszcze tego samego dnia otrzymam telefon ze szpitala. Zadzwonił około 23.00. Moje życie na chwilę się zatrzymało, a informacja, którą mi przekazywano, jakby do mnie nie docierała – Grzegorz stracił przytomność, a w jego głowie powstał krwiak.
8 sierpnia z samego rana razem z córką byłyśmy w szpitalu, poinformowano nas że krwiak jest nieoperacyjny, a duża część mózgu Grześka jest zalana krwią. Kazano nam się pożegnać...
To są chwile, których człowiek nie zapomni do końca życia - kiedy ból rozrywający serce miesza się z ogromnym zaciśnięciem żołądka, a w głowie krąży jedno pytanie - dlaczego on? Nie da się przygotować na to, że za chwilę może być koniec. Nie da się pożegnać. Po powrocie do domu, znów zadzwonił telefon. Tak bardzo bałam się go odebrać. Zadzwonili ze szpitala: „Podejmujemy się operacji, ale szanse są naprawdę małe. Proszę się modlić” – usłyszałam.
Dostałyśmy promyk nadziei. Czas oczekiwania po operacji był najdłuższymi godzinami naszego życia. Po zakończonym zabiegu nikt nie był w stanie nic konkretnego powiedzieć poza tym, że nie udało się wyciąć całego krwiaka. Usłyszałyśmy jedynie – „Trzeba czekać". Przez dwa tygodnie Grzegorz pozostawał w stanie śpiączki farmakologicznej.
23 sierpnia lekarze wybudzili Grześka. Był w stanie otwierać oczy, reagować na bodźce bólowe, ściskać lewą pięść i ruszać lewą nogą. Wydarzenia z początku sierpnia pozostawiły ogromny ślad w jego głowie i stan po wybudzeniu utrzymuje się do dnia dzisiejszego. Jedyną szansą na samodzielne funkcjonowanie Grzegorza jest teraz kosztowna – nawet dwuletnia - rehabilitacja.
Miesiąc pobytu w specjalnym ośrodku rehabilitacyjnym to koszt prawie 15 tys. złotych! Do tego doliczyć trzeba jeszcze środki higieny, leki i suplementację. Niestety koszty te znacznie przewyższają nasze możliwości, a obiecałam sobie, córce i przede wszystkim mężowi, że zrobię wszystko, aby mu pomóc, aby mógł do nas wrócić. Los chciał nam go zabrać, ale co by się nie działo, nie oddamy go bez walki. Nie wygramy jednak tej walki bez Twojej pomocy!
Aleksandra, żona
- Wpłata anonimowa100 zł
- Funkcjonariusze KPP Szydłowiec150 zł
- X zł
- KKP Pruszków50 zł
- Wpłata anonimowa100 zł
