

6-latek po 72 cyklach chemioterapii❗️Mirek walczy o życie❗️
Cel zbiórki: Leczenie, rehabilitacja, pobyt
Przekaż mi 1,5% podatku
Przekaż mi 1,5% podatku
Cel zbiórki: Leczenie, rehabilitacja, pobyt
Opis zbiórki
PILNE! Dziś 6-letniemu Mirusiowi grozi śmierć, bo choroba, z którą przyszło mu walczyć jest silniejsza od większości dzieci i osób dorosłych... Guz mózgu - Astrocytoma - wysysa z naszego syna życie. Jedyną szansą na ratunek jest operacja i leczenie onkologiczne. Niestety, kwoty są gigantyczne... Dlatego błagamy, pomóżcie nam!
Do 3 roku życia Miruś był zdrowym i szczęśliwym dzieckiem. Mógł cieszyć się dzieciństwem, bawić, szaleć, biegać po podwórku. Nawet przez myśl nam nie przeszło, że to wszystko może skończyć się w jednej chwili, tak nagle...
Pewnego dnia zauważyłam, że z synkiem dzieje się coś niepokojącego. Jego twarz zaczęła się wykrzywiać na lewą stronę, gdy próbował coś powiedzieć, usta "uciekały" w lewo. Szybko trafiliśmy do szpitala.

Na miejscu Miruś przeszedł szereg badań, które jednoznacznie wykazały obecność guza w jego głowie. Byliśmy przerażeni! Lekarze natychmiast podjęli się ciężkiej i długiej operacji. Niestety, mózg to wyjątkowo niewdzięczne pole walki z nowotworem, dlatego nasz przeciwnik nie został usunięty w całości...
Zaraz po zabiegu konieczne było wdrożenie dalszego leczenia. Syn w kolejnych miesiącach przyjął 72 cykle chemioterapii i przeszedł niezliczoną ilość wyczerpujących rehabilitacji, które miała doprowadzić wykrzywioną twarz synka do stanu sprzed choroby...
W końcu po wielu miesiącach ciężkiej walki usłyszeliśmy to, na co tak bardzo czekaliśmy – choroba zahamowała rozwój. Nie jesteśmy w stanie opisać szczęścia, jakiego wtedy doznaliśmy. Znów mogliśmy normalnie funkcjonować. Miruś beztrosko bawił się i uśmiechał, a my pełni nadziei, wierzyliśmy, że to, co złe już nigdy nie wróci...
Niestety, do czasu...

Po dwóch latach nawrót choroby okazał się fatalny. Choroba wróciła ze zdwojoną siłą. Załamaliśmy się... Guz z dnia na dzień zaczął się powiększać, twarz synka znów się wykrzywiła, dodatkowo pojawiła się wzmożona męczliwość i regularne krwotoki z nosa.
Niestety, w tym czasie do stresu związanego ze zdrowiem naszego dziecka doszedł lęk o życie bliskich. W naszym kraju wybuchła wojna. Obecnie mąż broni ojczyzny, a ja z synem znaleźliśmy schronienie w Polsce.
Przebywając tutaj wciąż szukaliśmy ratunku dla Mirusia. Niestety nowotwór, z jakim przyszło nam się mierzyć jest bardzo rzadki, dlatego jedyną szansę na skuteczne leczenie otrzymaliśmy w Niemczech! To miejsce stało się naszym światełkiem w tunelu.

Natychmiast skontaktowaliśmy się z kliniką i kilka dni później Mirek otrzymał klasyfikację do leczenia. Lekarze dają naszemu dziecku szansę na powrót do zdrowia pod warunkiem przeprowadzenia operacji całkowitego usunięcia guza. Koszt zabiegu i leczenia jest gigantyczny...
Niestety ze względu aktualną sytuację, nasza sytuacja z dnia na dzień staje się coraz gorsza... Wszystkie wydatki przekraczają nasze możliwości. Jesteśmy zrozpaczeni, nie umiemy powstrzymać łez i brakuje nam sił.
Obecnie toczymy dwie wojny naraz – jedną o życie naszego dziecka, a drugą o Ukrainę i wszystkich bliskich.... Tak strasznie się boimy. Wiemy, że jedyną szansą, aby wygrać walkę o życie Mirka jest dalsze leczenie. Dlatego ze łzami w oczach zwracamy się do Was z prośbą o pomoc... Każda nawet najmniejsza kwota pomoże ocalić naszego syna.
Rodzice
- Wpłata anonimowa100 zł
10 zł- Wpłata anonimowa270 zł
- Wpłata anonimowaX zł
- Wpłata anonimowaX zł
- Marta20 zł