Lokalizacja

  • Cała Polska
  • dolnośląskie
  • kujawsko-pomorskie
  • lubelskie
  • lubuskie
  • łódzkie
  • małopolskie
  • mazowieckie
  • opolskie
  • podkarpackie
  • podlaskie
  • pomorskie
  • śląskie
  • świętokrzyskie
  • warmińsko-mazurskie
  • wielkopolskie
  • zachodniopomorskie
Ksawery Ogrodnik
Ksawery Ogrodnik , 7 lat

Mały Ksawery i wielka batalia o zdrowie. Pomoc wciąż potrzebna!

Pierwszy szok chwilę po porodzie - Ksawey miał być zdrowy, ciąża książkowa, żadnych problemów. Gdy zobaczyliśmy na główce synka dwa krwiaki, jeden wielkości pięści dorosłego człowieka, całą radość przykrył płaszcz niewypowiedzianego strachu. Co to oznacza, co będzie z naszym młodszym synkiem? Dziś już wiemy, że żyjemy na tykającej bombie, która w każdej chwili może nam zabrać wszystko… Dzięki poprzedniej zbiórce mogliśmy zapewnić synkowi intensywną rehabilitację, dzięki której Ksawery się rozwija! Niestety, czas bardzo szybko mija, środki się kończą, a przecież rehabilitacji nie można przerwać! Dlatego dziś ponownie z całego serca prosimy o pomoc dla synka. Poznaj historię Ksawcia: Intuicja matki nie zawodzi, chociaż akurat w tym przypadku tak bardzo chciałabym się mylić… Ksawcio skończył 3 miesiące i wydawało mi się, że tak dziwnie “leci” do przodu. Zaraz się jednak skarciłam w myślach: “Czego ty od niego wymagasz, przecież to jeszcze małe dziecko!”. Tygodnie mijały, a ja nie mogłam pozbyć się paskudnego przeczucia, że spotka nas coś złego. W  końcu poprosiłam rehabilitantkę synka o opinię. Powiedziałam jej o swoich lękach i miałam nadzieję, że je rozwieje. Powiedziała mi - zastrzegając, że nie ma odpowiednich kompetencji - że wygląda jej to na Westa. Nie zrozumiałam nazwy, pierwszy raz to usłyszałam. Wpisałam błędnie w wyszukiwarkę, nic nie udało mi się znaleźć. Naprawdę zaczęłam się bać… Ze względu na krwiaki, Ksawery często miał USG główki, jednak nasza pani doktor powiedziała, że nie jest w stanie pomóc. Pojechaliśmy do neurochirurga, który umówił nam dodatkowe badania na 9 grudnia zeszłego roku. Niestety, nie doczekaliśmy tego dnia… 2 grudnia stało się coś, co na zawsze miało zmienić nasze życie. Synek dostał pierwszego pełnego ataku padaczki! Był tylko ciałem, zero kontaktu, jakby zniknęło z niego całe życie. Nagle zgiął się wpół, miałam wrażenie, że nieludzko cierpi. Byłam przerażona, spanikowana. Zadzwoniłam do męża, pojechaliśmy do szpitala. Wiedziałam, że to potrwa, zanim się tam znajdziemy. W porywie impulsu chwyciłam na telefon, by nagrać atak synka - jak inaczej miałabym wytłumaczyć lekarzowi, co się z nim działo? Gdy dotarliśmy do szpitala, był piątkowy wieczór, żadnego neurologa na oddziale. Najgorszy napad minął, Ksawery miał tylko mimowolne skurcze. Zdecydowali o przyjęciu nas na obserwację, musieliśmy zostać w szpitalu minimum do poniedziałku, aż synka obejrzy  lekarz. Weekend, który przyszedł, był najgorszy w naszym życiu… Ciałem synka raz za razem wstrząsały napady padaczki. Doszło nawet do 10 dziennie, w seriach 50-100 ataków na raz! Bezradnie patrzyliśmy, jak nasze dziecko cierpi. Ksawery po wszystkim był tak zmęczony, leżał prawie bez świadomości… Dostał klenazepan - lek, który potrafi rozłożyć dorosłego człowieka, co dopiero 5-miesięczne dzieciątko… W poniedziałek przyszła pani doktor. Wystarczyło jej jedno spojrzenie, by wiedzieć, z czym mamy do czynienia - zespół Westa. Badania tylko to potwierdziły… Na kolejny miesiąc szpital stał się naszym domem. Synek dostał leki, które niestety niewiele pomagały. Potem także sterydy, dające przykre skutki uboczne. Z tymi walczymy do dziś… Gdy zrobili synkowi EEG mózgu, wydruk z badania był dosłownie czarny. To nie oznaczało niczego dobrego… W główce synka nieustannie trwa burza pena gromów, które niszczą życie. Od tamtego czasu trwa nieustanna walka z chorobą, która sprawdza naszą wytrzymałość na kolejne ciosy. Ostatnio byliśmy na badaniu, które miało wykluczyć Dziecięce Porażenie Mózgowe. Zamiast tego tylko potwierdziła diagnozę! Na domiar złego okazało się, że - mimo ustąpienia widocznych ataków padaczki - w główce synka cały czas są wyładowania. Co prawda niewielkie, jednak rozsiane po całym mózgu. Przepalają nerwy i nikt nie wie, co się stanie w przyszłości. Ksawery albo sobie z nimi poradzi, albo one go zniszczą, cofając umysłowo i rozwojowo do poziomu niemowlęcia... Rehabilitacja to dzisiaj jedyna broń w walce z chorobą. Tylko dzięki intensywnym ćwiczeniom Ksawcio się uśmiecha i na pierwszy rzut oka nie widać tak bardzo, że jest opóźniony w rozwoju i ma niedowład prawej strony ciała. A na zdjęciach nie widać tego w ogóle! Wydawać by się mogło, że powinnam się cieszyć, jednak tak wiele razy słyszę: “Czego pani chce, przecież to jest zdrowe dziecko!”. Jak mam tłumaczyć, że wygląda tak tylko dzięki kosztownej rehabilitacji, na którą coraz częściej nas nie stać? Nie da się ciągle mówić, że żyjemy na tykającej bombie, bo wyładowania w mózgu Ksawcia mogą wszystko zniszczyć w jednej sekundzie…Mamy cudowną rodzinę, staramy się utrzymać szczęście i starać się nie myśleć o tym, co przed nami. Starszy Wiktor świata nie widzi poza swoim braciszkiem. Jest wzorem dla Ksawcia, który chciałby mu dorównać. Czy kiedyś będzie to możliwe? Nie wiemy... Rehabilitacja na NFZ jest raz na pół roku, synek potrzebuje jej w każdym tygodniu… Nie ma wyjścia - trzeba płacić, walczyć ze wszystkich sił o zdrowie i przyszłość dziecka. Dzisiaj proszę, byś dołączył do tej walki. Wiktor, brat Ksawerego mówi, że na pewno ktoś pomoże jego kochanemu braciszkowi, bo go przecież kochają wszyscy… Prosimy, pomóż naszemu synkowi! Justyna, mama Ksawerego

6 745,00 zł ( 22,01% )
Brakuje: 23 893,00 zł
Marcin Maliszewski
Marcin Maliszewski , 33 lata

Niepełnosprawność nie musi być wyrokiem. Jeszcze nie wszystko stracone - ratunku!

Mam 31 lat. Myślałem, że to, co najgorsze w szpitalnej historii już za mną. Niestety, życie bywa zaskakujące, a choroba zupełnie nieprzewidywalnie potrafi uderzyć w najmniej oczekiwanym momencie.  Wiele lat temu wydarzył się wypadek… Miałem tylko 19 lat, kiedy gwóźdź przebił moją prawą stopę. Przez chwilę zdawało się, że to tylko niegroźne, że uda mi się szybko wrócić do formy. Miałem nadzieję, że w młodości wszystko goi się szybko, a urazy w krótkim czasie przechodzą do przeszłości. Niestety, to wszystko okazało się początkiem życiowego dramatu…  Za mną dwie operacje. Podczas zabiegu zostało zlikwidowane ognisko zapalenia. Po pół roku rana się zagoiła. Czas zdawał się dłużyć w nieskończoność, a ja marzyłem tylko o tym, by moja sprawność wróciła. By to, co jeszcze do niedawna było w zasięgu znów było możliwe. Niestety, wygojenie rany oznaczało zaledwie chwilowe szczęście, bo ta w krótkim czasie odnowiła się i zaczęła wpływać na moją codzienność. Całkowita sprawność pozostała jedynie niespełnionym marzeniem - wykonywanie opatrunków stało się moją codziennością, a poruszanie o kulach, choć znacznie bardziej wymagająca, stała się dla mnie jedyną możliwością przemieszczania.   Nie tak wyobrażałem sobie przyszłość. Przyszedłem na świat z rozszczepem kręgosłupa, co spowodowało, że wizyty w szpitalu, badania i rehabilitacja na stałe były wpisane w rzeczywistość. Uraz spowodował, że objawy nie ustępowały, a ból całkowicie zdominował codzienność. Żadna z w wykonanych operacji nie przyniosła oczekiwanego skutku, a ja myślałem, że już wszystko stracone.. Pojawiła się jeszcze jedna, ostatnia szansa na pomoc i ratunek dla samodzielności i sprawności - zabieg w klinice Paley European Institut, gdzie specjaliści niosą pomoc w podobnych przypadkach.  Jedyna szansa na powrót do normalnego życia została wyceniona na ogromną cenę. Kwota jest zupełnie poza moim zasięgiem, ale nie mogę się poddać. Nie mogę dobrowolnie wybrać cierpienia i stopniowego ograniczania samodzielności. Muszę prosić o pomoc! Wołać o ratunek, dopóki mam tę jedną możliwość podjęcia walki. Bez niej to tak, jakbym dał sobie przyzwolenie na to, by wylądować na wózku inwalidzkim.  Bardzo proszę o pomoc! Twoje wsparcie może całkowicie zmienić moje życie.  Marcin

21 198,00 zł ( 40,06% )
Brakuje: 31 715,00 zł
Dawid Kasprzak
Dawid Kasprzak , 44 lata

Wypadek omal nie zabił Dawida. Już ponad 10 lat trwa walka o jego sprawność - pomóż!

Minęło już 10 lat, a mi nadal tak trudno pogodzić się z  wypadkiem... Jeden moment, jeden ruch, sekundy. To wszystko, tak małe, tak błahe zadecydowało o życiu i zdrowiu mojego dziecka. Był to wypadek motocyklowy Dawida. 11 kwietnia 2011 zmienił niemal wszystko w naszym życiu. Syn stał się osobą niepełnosprawną, a przez te wszystkie lata rehabilitacji wciąż nie odzyskał utraconej sprawności. Dawid miał stłuczone obydwa płaty czołowe i obydwa płaty boczne mózgu. Lekarze odbierali nam jakąkolwiek nadzieję na to, że syn przeżyje. Kiedy po dwóch miesiącach śpiączki wybudził się, nie było z nim żadnego kontaktu. Dawid wymagał całodobowej opieki, a przez to, że sam nie założył rodziny, musiałam zrezygnować z pracy, by móc się nim opiekować... 10 lat minęło nam na nieustającej rehabilitacji, na walce o każdą umiejętność, którą zabrał wypadek. Ta walka pochłonęła ogromne sumy pieniędzy, dlatego dziś musimy prosić o pomoc. Każda złotówka to dla Dawida szansa na dalszą rehabilitację, szansa na większą samodzielność, którą może otrzymać właśnie dzięki Tobie! Chociaż postępy na pierwszy rzut oka nie wydają się duże — musimy pamiętać, że na początku mówiono, że syn może nie przeżyć. Jest wśród nas — to najważniejszy powód, by nadal o niego walczyć!  Zofia, mama

7 305 zł
Magdalena Klasa
Magdalena Klasa , 33 lata

Jestem po 6 operacjach guza mózgu! Proszę, pomóżcie!

Z powodu choroby przeszłam sześć operacji neurochirurgicznych usunięcia guza mózgu i dwie ortopedyczne. W efekcie wystąpiły liczne zaburzenia: niedowład, schorzenia kardiologiczne, neurologiczne, ortopedyczne. Po ostatniej operacji usunięcia guza prawie zupełnie straciłam wzrok, mam problemy z mową oraz poruszaniem. Aktualnie wymagam stałej rehabilitacji. Co więcej, w związku z konsekwencjami ostatniej operacji, czyli głównie problemem ze wzrokiem, nie mogę nawet samodzielnie funkcjonować i wrócić do pracy. Regularnie mam prowadzoną rehabilitację ruchową oraz zajęcia z logopedą. Ogromnie proszę Państwa o wsparcie! Potrzebne są ogromne pieniądze na opłacenie specjalistycznej rehabilitacji, po której poprawi się metabolizm w tkance nerwowej, zmniejszy się stopień uszkodzenia mózgu, poprawi się przepływ w mikrokrążeniu, a dodatkowo ożywi i pobudzi uśpione komórki, przywracając ich właściwe funkcjonowanie. Turnus rehabilitacyjny jest na dzień dzisiejszy wielką szansą, abym w pełni mogła wracać do sprawności i samodzielności! Wszystkim darczyńcom z góry z całego serca dziękuję! Magda

3 645,00 zł ( 38,93% )
Brakuje: 5 717,00 zł
Wiktoria Huć
3 dni do końca
Wiktoria Huć , 4 latka

Walka, która zaczęła się z chwilą narodzin! Pomóż Wiktorii!

Pamiętam tę ciszę, kiedy się urodziła. Umierałam ze strachu, czekając na słowa lekarzy. Modliłam się o to, by usłyszeć, że wszystko jest dobrze. Niestety te słowa nigdy nie nadeszły... U córeczki zdiagnozowano skostnienie szwów czaszkowych. Wiktoria, mimo że ma tylko dwa lata, przeszła już dwie operacje główki, planowane są kolejne! Tak bardzo się boję, że moja córeczka nigdy nie uwolni się od bólu, nigdy nie będzie samodzielna i szczęśliwa... Tak bardzo się tego boję! Wiem, że musimy zrobić wszystko, aby jej pomóc! Jednak rehabilitacje, konsultacje i zakup specjalistycznych sprzętów medycznych to ogromny koszt, zupełnie ponad nasze siły. Nie możemy się jednak poddać! Na szali leży przyszłość naszej malutkiej Wiktorii, dlatego proszę - pomóż nam!  

11 386 zł
Wiktor Dmoch
Wiktor Dmoch , 5 lat

Skóra jak pancerz utkany z cierpienia. Wiktorek wciąż potrzebuje wsparcia!

Ból pękającej skóry, całe ciało w ranach. Gdy jedne się goją, pojawiają się kolejne – bez przerwy, w nieskończoność. I to wszystko na ciele mojego małego synka… On cierpi, nie zna dnia, gdy nie było bólu. Tylko przez pierwszy miesiąc swojego życia był zdrowym, beztroskim maluszkiem…  Proszę o pomoc dla Wiktorka, bo koszty maści, opatrunków i leków, które dają ukojenie, przerastają nasze możliwości… Jako mama walczę ze wszystkich sił, by dzieciństwo synka było szczęśliwe, choć nieuleczalna choroba sprawia wiele bólu. Dzięki poprzedniej zbiórce mogliśmy zapewnić synkowi opiekę medyczną. Jednak on nie wyzdrowieje, a potrzeby związane z leczeniem pękającej skóry rosną, dlatego ponownie prosimy o pomoc…  Na początku były tylko małe krostki. Pojawiły się, gdy synek miał miesiąc. Myślałam, że to jakaś niegroźna alergia. Jednak z każdym dniem krostek przybywało i coraz bardziej swędziały. Wiktor z każdym dniem był coraz bardziej niespokojny i drażliwy. Choroba uniemożliwia mu normalne funkcjonowanie. Nie może się bawić, ciężko mu się chodzi – ma bolesne rany nawet na palcach u nóg!  Codzienne cierpienie mojego dziecka sprawia, że chciałabym uśmierzyć mu ból za wszelką cenę. Niestety, nie na wszystko mnie stać. Maści i leki, jakie przepisują mu lekarze, pochłaniają ogromne środki finansowe. Mam także starszą córkę, która choruje na padaczkę. Właściwie wszystkie pieniądze są przeznaczane na leczenie dzieci, a tych i tak ciągle brakuje...  Z biegiem czasu na całym ciele zaczęły robić mu się sączące rany: na głowie, rękach, nogach, paluszkach i nadgarstkach. Na całym ciele. Są wszędzie… Atopowe łojotokowe zapalenie skóry – tak brzmi diagnoza. Wydaje się czymś błahym, a kryje w sobie piekło… Tego piekła każdego dnia doświadcza mój mały synek... Stoję pod ścianą finansową. Sama wychowuję dzieci i chciałabym już nie martwić się, czy będę miała za co wykupić leki. Chciałabym zabrać Wiktorkowi chorobę, wziąć ją na siebie, gdyby tylko się dało. On tak cierpi w swojej skórze, która jest jak pancerz utkany z cierpienia...  Dzięki poprzedniej zbiórce, dzięki pomocy Darczyńców, mogłam zapewnić synkowi potrzebne leki, maści wizyty lekarskie, odczulania. Stan synka poprawia się dzięki tym wszystkim zabiegom, ale wciąż potrzebne jest dalsze leczenie i specjalistyczne turnusy, by poprawa była długotrwała. Dlatego z całego serca proszę o pomoc dla Wiktorka, byśmy mogli dalej walczyć.

46 101 zł
Paulina Telega
Paulina Telega , 25 lat

Paulina wypadła z 6 piętra❗️ Pomóż jej wrócić do sprawności!

Jest środa, dzień nieróżniący wydawałoby się od setek innych zwykłych dni, aż do tamtej chwili. Dramatycznej chwili... Paulina na skutek wypadku spadła z wysokości 6 piętra. Szpital, śpiączka, walka i strach... Tamta środa zmieniła nasze życie i choć chciałabym cofnąć czas, nie da się. Dzisiaj proszę o pomoc dla mojej córki, bo tylko jak najszybciej rozpoczęta rehabilitacja da jej szanse na powrót do zdrowia! Paulina ma 22 lata. To młoda, zdolna, ambitna dziewczyna kochająca życie, najsilniejsza wojowniczka, jaką znam, dziewczyna o wielkim sercu, która zawsze chętnie pomagała innym w potrzebie, a teraz sama potrzebuje wsparcia i wiary. To mentalne i emocjonalne zapewniamy jej na co dzień, jako najbliżsi – rodzina i przyjaciele. Paulina ma szczęście, bo otaczają ją cudowni ludzie. Potrzebuje jednak wsparcia, by móc do nas wrócić... Zaraz po wypadku moja córka przeszła kilka skomplikowanych operacji ratujących życie. Wtedy jej znajomi oddali aż 50 litrów krwi, by pomóc Paulinie i innym walczącym o zdrowie i życie.  Paulina doznała wielonarządowych urazów i wielu złamań. Lekarze nie dawali jej właściwie szans na przeżycie. Jednak ona tak bardzo chciała żyć! Zadziwiła wszystkich, przetrwała, wybudziła się ze śpiączki!Dziś po kilku tygodniach od wypadku Paulina jest już w pełni świadoma, reaguje na bodźce, uśmiecha się, pokazuje nam, że chce walczyć o swoje życie! I tutaj w tej historii pojawiasz się Ty. Jeśli dotarłeś, aż do tej części już wiem, że nie obojętne jest dla Ciebie, co stanie się dalej. Paulina potrzebuje wsparcia w intensywnej i jak najszybszej rehabilitacji, aby odzyskała pełną sprawność, ale koszty rehabilitacji są bardzo wysokie. Otrzymaliśmy kosztorys na 25-dniowy turnus intensywnej rehabilitacji w ośrodku Votum, który daje mojej córce szansę na powrót do sprawności. Jednak to dopiero początek walki, a koszty na pewno znacznie wzrosną w kolejnych miesiącach... Wiem, że wielki wojownik widoczny w oczach Pauliny na co dzień, od kiedy się przebudziła, cały czas tam jest! W każdym uśmiechu pokazuje nam, że chce walczyć, choć jeszcze nie może mówić. Jednak w imieniu Paulinki, jej przyjaciół i swoim, jako mamy, z całego serca zwracam się do Ciebie z prośbą o pomoc i najmniejszą nawet wpłatę. Za wszystko z całego serca dziękujemy. Bożena, mama Pauliny

26 146,00 zł ( 40,3% )
Brakuje: 38 722,00 zł
Eugeniusz i Krystyna Sawiccy
Eugeniusz i Krystyna Sawiccy , 62 lata

W zdrowiu i chorobie... Pomóż nam pokonać strach o jutro!

Przez tyle lat byliśmy przekonani, że jesień życia będzie dla nas czasem, w którym odpoczniemy, będziemy mieli szansę pomyśleć o odłożonych planach, że zrealizujemy marzenia, które wcześniej nie mogły dojść do skutku przez obowiązki i pracę. Niestety, teraz już wiemy, że są rzeczy, na które nie mamy wpływu, a utrata zdrowia bezpowrotnie zmienia perspektywę i obraca codzienność ciągły w strach przed tym, co przyniesie jutro…  Od lat zmagam się z przewlekłą chorobą serca i nadciśnieniem. Odczuwam przez to silne duszności i bóle w klatce piersiowej. Po wieloodłamowym złamaniu kości lewego podudzia mam również problemy z poruszaniem się i nie jestem w stanie funkcjonować tak jak kiedyś. Nie to jest jednak najgorsze… Jakiś czas temu u mojej ukochanej żony wykryto nowotwór - rak jelita grubego. Na początku czerwca Krysia przeszła operację mającą na celu usunięcie guza. Teraz czekamy na kolejne wyniki badań i rozpoczęcie chemioterapii. Oprócz leczenia Krysia musi przejść na specjalną dietę wysokoenergetyczną, wysokobiałkową. W walce z chorobą konieczne jest wzmocnienie organizmu poprzez specjalistyczne żywienie i dostarczanie mu niezbędnych składników odżywczych, pokarmowych, oraz witamin, mikro – i makroelementów. Jesteśmy w trudnej sytuacji finansowej. Nie stać nas na regularny zakup leków i walkę z chorobami, które każdego dnia odbierają nam coraz więcej. Koszty przerastają nasze możliwości i wiemy, że bez Was nie damy rady wszystkiemu sprostać. Czujemy się kompletnie bezbronni w obliczu walki, która nas czeka. Prosimy Was z całego serca - nie zostawiajcie nas samych. Wiemy, że dopóki mamy obok siebie tak wielu wspaniałych ludzi, uda nam się pokonać wszystkie przeciwności. Tyle przeżytych wspólnie lat nauczyło nas, że nigdy nie można się poddawać, nawet kiedy wydaje się, że brakuje już sił do dalszej walki. Nie poddajemy się zatem i wierzymy, że dzięki Wam, mimo tylu burz, które napotykamy na swojej drodze, w końcu będziemy mogli ujrzeć upragnione słońce i odzyskać szansę na spokojne życie, bez ciągłego strachu o to, co przyniesie kolejny dzień...  Eugeniusz

6 861,00 zł ( 41,34% )
Brakuje: 9 735,00 zł
Vivienne Szabelska
Vivienne Szabelska , 11 lat

❗️Moja córeczka traci wzrok, ja nie tracę nadziei. Proszę, pomóż nam!

Opowiem Wam pewna historię... Dawno, dawno temu - a może nie tak dawno, bo zaledwie przed ośmioma laty - przyszła na świat maleńka istotka. Ważyła tylko 2600 gramów, miała hipotrofię, a co gorsza nie miała się do kogo przytulić, nikt jej nie kochał, nikt nie trzymał w ramionach... Po trzech tygodniach pojawiła się jednak przed jej oczami osoba, która marzyła o takiej małej istotce od dawna. Walczyła, modliła się i oto pewnego dnia jej modlitwy zostały wysłuchane. Mama, która nie urodziła, ale pokochała całym sercem. Mała istotka wtuliła się w „nową” mamę i obydwie nie wypuszczają się z ramion do dnia dzisiejszego. Niestety życie nie było dla istotki łaskawe… Z racji nadużyć podczas ciąży malutka miała wiele dysfunkcji. Zaczęło się od złego napięcia mięśniowego. Mając siedem miesięcy, praktycznie leżała bez ruchu… Trzyletnia rehabilitacja dała na szczęście efekty. W międzyczasie ostra alergia, szpital. Dałyśmy radę. Istotka poszła do przedszkola, zaczęła głośniej mówić – myślałam, że pewnie musi przekrzyczeć inne dzieci, by coś powiedzieć. Niestety, okazało się, że ma niedosłuch rdzeniowo-przewodzeniowy. Cztery lata borykania się z tym. W przedszkolu mama, zamiast uzyskać pomoc, słyszała tylko, jaką ma niegrzeczną córeczkę. Pani mówiła to przy rodzicach innych dzieci, przez co miały one zakaz zabawy z małą istotką. Maleństwo cierpiało, nie było zapraszane na urodziny ani spotkania.  Mama była zdeterminowana, by pomóc swojej córeczce. Pomyślała: "może popełniłam gdzieś błąd, muszę go naprawić". Szukała pomocy, chodziła po instytucjach, lekarzach, specjalistach. Okazało się, że mała istotka ma ADHD, zaburzenia emocjonalne i sensoryczne. Zaczęła kształcenie specjalne. Na szczęście nadszedł czas szkoły. Mała istotka dostała odroczenie obowiązku szkolnego, ale mama szukała nowej zerówki, nie chciała kolejnego roku cierpień. Zapisała ją do zerówki w szkole integracyjnej. Tam mała istotka znalazła kolegów i koleżanki, opiekę cudownych pedagogów, wsparcie, pomoc. Nauczyła się tak wiele, zaczęła odnosić sukcesy. Teraz już będzie dobrze - cieszyły się. Niestety, kontrola u okulisty przyniosła straszną diagnozę: "Pani córeczka traci wzrok".  Trzy noce mama przepłakała, później wmawiała sobie, że maszyna się zepsuła, a okulista się pomylił. Kolejne badanie i kolejne, i niestety każde następne potwierdzało chorobę. Mama płakała, nie wiedząc, jak powiedzieć swojej istotce, że już nie zobaczy zachodu słońca, pól zboża czy strumyku w lesie. Mama i istotka potrafiły patrzeć, dostrzegały te piękne rzeczy, które je otaczają, dziękowały Bogu, że mogą to oglądać. Istotka stała się apatyczna, wycofana, przestała jeść, nasiliły się zaburzenia, zaczęła mówić, że nie chce żyć. Mamie pęka serce, przecież oddałaby choć jedno swoje oko, żeby tylko istotka widziała… Niestety, nic nie da się zrobić. Nie ma leków, operacji czy przeszczepu. Mama jest przy niej, wspiera ją, kocha i będzie zawsze kochała bez względu na wszystko. Niestety życie z chorobą nie jest tanie, sprzęt jest kosmicznie drogi (sam powiększalnik kosztuje blisko 15 tysięcy złotych), a to tylko jedna z pomocy, aby istotka mogła w miarę funkcjonować w szkole. Do tego terapia wzroku, specjalistyczne okulary, lupy, lekarze, badanie genetyczne i inne. Istotka lubi czytać i płacze, że teraz nie może… Spada ze schodów, nie widzi twarzy mamy. Mama wie, że zrobi wszystko dla swojej ukochanej istotki, dlatego prosi o pomoc wszystkich ludzi o wielkich sercach… I chce jeszcze tylko dodać słowo. Słowo do Pani, która osiem lat temu zapytała ją: "a jak Ci się znudzi?". Otóż nie, nie znudziła mi się. Co więcej, wiedząc o tym wszystkim, co przeszłyśmy i co przechodzimy teraz, z pełną świadomością moja decyzja byłaby taka sama. Kocham Cię moja mała istotko, mój cudzie i zawsze będę z Tobą i przy Tobie. ➡️ W tym roku WOŚP grał dla małych pacjentów okulistyki dziecięcej - obejrzy reportaż w TVN Uwaga, w którym mowa jest m.in. o historii małej Vivienne

29 937 zł

Obserwuj ważne zbiórki