Lokalizacja

  • Cała Polska
  • dolnośląskie
  • kujawsko-pomorskie
  • lubelskie
  • lubuskie
  • łódzkie
  • małopolskie
  • mazowieckie
  • opolskie
  • podkarpackie
  • podlaskie
  • pomorskie
  • śląskie
  • świętokrzyskie
  • warmińsko-mazurskie
  • wielkopolskie
  • zachodniopomorskie
Halina Malińska
Halina Malińska , 62 lata

Błagam, pomóż mi zapomnieć o bólu!

Ktoś kiedyś powiedział, że stary jest każdy, kto przestał w pełni korzystać z życia, kochać je i nim się cieszyć. Co jednak zrobić, kiedy człowiek chce żyć pełnią życia, a choroba bezlitośnie mu to odbiera? Całą moją radość powoli zabiera podstępna Choroba Parkinsona, której towarzyszy bolesna skolioza idiopatyczna. Jedynym ratunkiem dla mnie jest operacja! W miarę upływu czasu przychodzi moment, kiedy wkraczamy w jesień życia. Nie da się przed nią uciec. Zaczyna się niepozornie – kolejny siwy włos, zmarszczka na czole. Jedni mają to szczęście, że tylko strzyka w ich kręgosłupie, a inni dostają druzgocące diagnozy, które zamieniają ich życie w koszmar.  Kiedy usłyszałam diagnozę, zawalił mi się świat. Choroba Parkinsona jest bardzo przebiegła. Na początku rozwija się powoli, aby następnie objąć swym żelaznym uściskiem całego człowieka. To zaburzenie, które powoli degraduje organizm, zabiera sprawność, powoduje drżenie kończyn i zesztywnienie mięśni. Krok po kroku odcina człowieka od normalnego funkcjonowania. Stawia go w punkcie, z którego nie ma odwrotu... Nie zdążyłam dobrze poznać pierwszej choroby, a już za chwilę życie wymierzyło mi kolejny, dotkliwy cios. Pamiętam jak dziś... Uderzającą falę ciepła, przerażenie i ugięcie nóg na informację o kolejnym wyroku: skolioza idiopatyczna. Szybko dowiedziałam się, że to choroba, która deformuje kręgosłup i sylwetkę, powoduje także ogromny ból i niedowład kończyn. I tak było też w moim przypadku... Obecnie moje skrzywienie kręgosłupa cały czas się pogłębia. Ja czuję się coraz bardziej niepełnosprawna i bezradna, a lekarze nie są w stanie mi pomóc. Skolioza skutecznie utrudnia mi codzienne funkcjonowanie. Kiedyś uwielbiałam aktywność, nuda i rutyna rzadko gościły w moim domu. Teraz wykonywanie najprostszych czynności staje się nie lada wyzwaniem, a dzień bez silnych leków przeciwbólowych  – niemożliwy.  Spodziewałam się, że kiedy wkroczę w jesień życia, będę realizowała nowe zadania, znajdę nowe cele i zainteresowania, poznam ciekawych ludzi i znajdę czas na to, na co wcześniej ciągle go brakowało. Długo odkładane hobby, pogłębienie starych znajomości i nawiązywanie nowych kontaktów.  Codziennie marzę o dniu, w którym ból ustąpi, a ja odzyskam swoje dawne życie... Teraz wszystkie siły tracę na walkę z bólem. Chodzę zgięta wpół i mocno przekrzywiona na prawą stronę.  Nie pamiętam kiedy przespałam całą noc. Codziennie budzę się z niesamowitym bólem pleców i klatki piersiowej, drętwieniem nóg. Coraz trudniej mi się oddycha. Powoli już nie wytrzymuję bólu. Strasznie boję się ucisku na narządy wewnętrzne, który może poważnie zagrażać mojemu życiu! Mimo że jestem pod stałą opieką lekarzy specjalistów, nikt nie potrafi zatrzymać postępujących chorób. Jedynym ratunkiem na złagodzenie mojego cierpienia jest operacja. Niestety w Polsce nie ma ośrodka, który mógłby się podjąć skutecznego i bezpiecznego wykonania zabiegu. Udało mi się nawiązać kontakt ze specjalistycznym instytutem w Barcelonie. Lekarze przeanalizowali mój przypadek i zaproponowali mi zabieg nowoczesną i co ważne, mało inwazyjną metodą Filum System.  Ta informacja spowodowała, że nieśmiało zaczął tlić się we mnie płomień nadziei na nowy, lepszy rozdział mojego życia. Jednak kiedy tylko otrzymałam wstępny kosztorys, mój entuzjazm zgasł. Już teraz koszty rehabilitacji i leczenia pochłaniają większą część mojej emerytury i z ledwością starcza mi na życie! Bez pomocy ludzi dobrej woli i wielkiego serca nie jestem w stanie sfinansować zabiegu dającego mi możliwość powrotu do życia bez bólu i postępującej niepełnosprawności.  Dla wielu ludzi jesień życia to złote lata. Dla mnie to czas, w którym marzę o życiu bez bólu i łez. Błagam o pomoc w zebraniu kwoty potrzebnej do wykonania operacji. Nie chcę dłużej cierpieć!  Halina

16 465 zł
Joanna Spólnik
Joanna Spólnik , 39 lat

Pokonać bezsilność i rozpacz w walce o sprawność!

Strach przychodzi wraz z diagnozą, a później jest już tylko gorzej. Każdy kolejny dzień, każda minuta życia ze świadomością, że choroba stopniowo odbiera nam ukochaną osobę - to myśl nie do zniesienia. Asia to wspaniała żona i mama. Nie wyobrażamy sobie, że mogłoby jej zabraknąć, dlatego zdecydowaliśmy się prosić o pomoc… Życie nigdy jej nie rozpieszczało. Od najmłodszych lat musiała zmagać się z problemami rodzinnymi i swoją niepełnosprawnością. Mimo to udało jej się założyć szczęśliwą rodzinę, która jest dla niej całym światem. Syn Izydor to jej oczko w głowie. Chciałaby przychylić mu nieba, jednak ograniczenia fizyczne stają się coraz większą przeszkodą…  Pierwsze niepokojące symptomy pojawiły się już wiele lat temu, Asia każdego dnia traciła siły, chodziła o kulach. Jednak to w 2018 roku usłyszeliśmy wiadomość najgorszą z możliwych – stwardnienie rozsiane. Okazało się również, że to typ choroby odporny na jakiekolwiek leki. Jedynym ratunkiem w tym momencie stała się intensywna rehabilitacja, która daje szansę na to, by spowolnić postępy choroby.  Joanna porusza się na wózku. Nie ma siły, by ugotować obiad dla swoich najbliższych, nie ma siły samodzielnie się ubrać, wykąpać… Każda, nawet ta najprostsza czynność, staje się niemożliwą do osiągnięcia. Największym wsparciem była dla niej ukochana mama, zawsze na posterunku, nigdy niezawodząca. W ubiegłym roku w trakcie pandemii odeszła, a świat Joanny legł w gruzach. Śmierć mamy zabrała jej resztki radości i nadziei, że jeszcze będzie dobrze.  My, rodzina i najbliżsi Asi, nie jesteśmy w stanie sami sfinansować turnusu rehabilitacyjnego i specjalistycznej opieki. Z rozpaczą i bezsilnością obserwujemy, jak jej stan ulega pogorszeniu. Nie możemy na to pozwolić, dlatego prosimy Was z całego serca o wsparcie, które pomoże Asi poddać się odpowiedniej rehabilitacji!  Rodzina 

7 872,00 zł ( 8,8% )
Brakuje: 81 490,00 zł
Nela Wrońska
Nela Wrońska , 3 latka

By życie było piękną przygodą, a nie polem bitwy – pomóż malutkiej Neli!

Pamiętam tę ciszę. Chwila, w której lekarz nerwowo wpatrywał się w monitor USG, zdawała się nie mieć końca. To miały być rutynowe badania, okazały się być jednak początkiem naszego nowego życia. Życia pełnego strachu i niepewności. Będąc w 25 tygodniu ciąży, usłyszałam, że moja córeczka urodzi się poważnie chora.   Niecierpliwe oczekiwania w jednej chwili zmieniły się w paraliżujący strach – przed tym, co będzie z Nelą, czy będzie żyła... Bardzo chciałam móc wreszcie utulić moją córeczkę, wiedziałam jednak, że poza moim brzuchem nie będzie już bezpieczna... Nela urodziła się z rozszczepem kręgosłupa i towarzyszącym mu wodogłowiem. Nie mogłam jej nawet przytulić, od razu zabrano ją na salę operacyjną. Nela przeszła operację zamknięcia rozszczepu kręgosłupa i usunięciu przepukliny. Później, gdy miała 4 miesiące, wszczepiono jej zastawkę komorowo-otrzewnego w celu odbarczenia wodogłowia. Tak bardzo się wtedy bałam! I boję do dzisiaj... Obecnie Nela wymaga stałej opieki wielospecjalistycznej, rehabilitacji, konsultacji u lekarzy. Wszystko to kosztuje... Przeszliśmy już wiele dramatycznych chwil, jednak wciąż jesteśmy dopiero na początku naszej drogi. Drogi, na której końcu mamy nadzieję zobaczyć dobrą przyszłość Neli. Proszę, bądź z nami w tej walce! Mama Neli

48 447,00 zł ( 45,54% )
Brakuje: 57 936,00 zł
Jan Budz
Jan Budz , 63 lata

By kolejne święta mógł spędzić z nami – walczymy o Jana!

Janek to wspaniały mąż, tata trójki dorosłych dzieci i dziadek dwuletniej Gosi. Walczymy, aby wrócił do domu, do ukochanych gór, do koni, które były jego ogromną pasją... Jedna chwila zmieniła życie całej naszej rodziny. W grudniu 2020 roku w głowie Janka pękł tętniak. Jego stan był krytyczny. Przygotowania do świąt zastąpiliśmy walką o jego życie... Żona Janka: Przez ponad dwa miesiące mąż przebywał w szpitalu na OIOM-ie. Ten czas wspominam najgorzej – nie wiadomo było, czy kiedykolwiek jeszcze  do nas wróci. Po trudnej walce został przeniesiony z odleżyną III stopnia na Oddział Medycyny Paliatywnej. Lekarze nie dawali mu szans na powrót do sprawności, polecili przeniesienie Janka do zakładu opiekuńczo-leczniczego. Nikt z naszej rodziny nie rozważył nawet przez chwilę takiej opcji. Nie poddaliśmy się i przewieźliśmy go do prywatnego ośrodka, w którym leczono rozległą odleżynę oraz rozpoczęto rehabilitację. W tym momencie mąż jest w pełni świadomy, rozumie, co się do niego mówi, odpowiada na pytania mrugając lub poprzez gest kciukiem. Rusza rękami i nogami. To cieszy najbardziej – daje nadzieję, że wróci do sprawności!  Przed nami wiele miesięcy mozolnej pracy i odzyskiwania sprawności. Krok po kroku. Nie da się tego przyspieszyć, a dodatkowo wiąże się to z potężnymi kosztami. Ośrodek, w którym przebywa Janek jest bardzo drogi. Nasze oszczędności znikają w zastraszającym tempie. Zwracamy się z ogromną prośbą o pomoc w zebraniu środków na turnusy rehabilitacyjne dla Jana, które pozwolą mu podjąć walkę o zdrowie i przyszłość.  Żona z dziećmi i wnukami

69 141,00 zł ( 70,36% )
Brakuje: 29 115,00 zł
Joanna Szetela
Joanna Szetela , 27 lat

Życie, które przerwała tragedia... Pomóż Asi do nas wrócić!

Nie mówi, nie porusza się samodzielnie, ale patrzy na mnie swoimi pięknymi oczami i prosi o pomoc.Patrzę na nią i wiem, że zrobię dla niej wszystko! Zrobię wszystko, by Asieńka do nas wróciła! By była z nami nie tylko ciałem, ale też duchem! Nerwowo próbuję przypomnieć sobie jej ostatnie słowa, ostatnie chwile, kiedy wszystko było tak, jak być powinno. Gdybym tylko wiedziała, że za chwilę zdarzy się taka tragedia... Nagłe zatrzymanie krążenia, encefalopatia niedotlenieniowo–niedokrwienna. Córkę do domu mogliśmy zabrać po prawie roku, jednak nie był to koniec, a właściwie dopiero początek naszej drogi. Kolejne dni wyznaczamy nie wschodami i zachodami słońca, a kolejnymi zajęciami i katorżniczą rehabilitacją. Nie poddamy się! Na szali leży przyszłość Asi! Jednak problemów przybywa... Córka zmaga się z niedowładem spastycznym, który powoduje ogromny ból. Ratunkiem jest intensywna i długotrwała rehabilitacja, w większości nierefundowana. Jej koszty są jednak ogromne, dla nas niemożliwe do samodzielnego pokrycia. Dodatkowo drogą do uwolnienia od bólu i szansą na przywrócenie, chociaż częściowej sprawności, jest wskazana przez lekarza terapia specjalnym preparatem, którego koszt jest horrendalny! Proszę, pomóż nam!

11 218 zł
Regina Szymańska
Regina Szymańska , 56 lat

Nie mam już sił, by walczyć sama... Pomocy!

Choroba niszczy, jest źródłem strachu, bólu, cierpienia. A ze zdrowiem, wiadomo... Człowiek docenia dopiero wtedy, kiedy straci.  3 lata temu zdiagnozowano u mnie nowotwór. Załamałam się, byłam rozgoryczona, ale wiedziałam, że muszę walczyć. Przeżyłam strach i ból, przeżyłam niepewność i nieśmiało odbudowywałam swoją nadzieję na przyszłość... Jednak los zdecydował się zadać mi kolejny okrutny los. Złamałam kość podudzia, przez co dwukrotnie musiałam być operowana. Mój osłabiony organizm jest już u kresu wytrzymałości!  Dom, który powinien być moim azylem, stwarza teraz niebezpieczeństwo. To stare budownictwo, moje mieszkanie znajduje się na pierwszym piętrze i nie mam łazienki, a toaleta jest na parterze, dlatego muszę korzystać z toalety turystycznej. Mieszkam w malutkiej miejscowości, gdzie nawet nie ma taksówki, a ja nie posiadam prawa jazdy. Wszyscy lekarze, szpitale, specjaliści są daleko stąd i jedyną szansą na transport jest dobra wola sąsiada, a wiadomo przecież, że samochód na wodę nie jeździ. Zakup leków, konsultacje medyczne i cała walka o moje zdrowie kosztuje mnie nie tylko ogrom siły, ale także pieniędzy, których już nie mam... Nie mogę wciąż walczyć sama, dlatego proszę - pomóż mi! Każda złotówka jest na wagę złota. Za każde wsparcie będę dozgonnie wdzięczna.  Regina 

2 990 zł
Andrzej Łukaszewski
Andrzej Łukaszewski , 52 lata

Ile nieszczęść może spotkać jedną rodzinę? Pomocy...

Skąd brać siłę? Jak dalej walczyć, mimo że zewsząd dostaje się tylko ciosy... Mam dwoje dzieci i ukochaną żonę, o której sprawność walczymy każdego dnia. Nasz dramat rozegrał się po cichu, zupełnie niespodziewanie. Monika przeszła udar, który o 180 stopni zmienił życie całej naszej rodziny. Wplątani w desperacki wyścig o życie nie zamierzaliśmy zwolnić, jednak jest trudniej, niż się spodziewałem... 29 czerwca spłonął nasz samochód. Samochód, którego codziennie używałem, wożąc żonę do lekarzy i na kolejne rehabilitacje... Samochód, który dawał nam namiastkę samodzielności i komfort nieproszenia o pomoc... Samochód, którego szalenie potrzebujemy w tym trudnym czasie. Nie wiem, jak poradzić sobie z kolejnym ciosem, który zadał nam los, jednak wiem, że nie możemy przestać walczyć... Na szali leży przyszłość naszej rodziny. Proszę, pomóż nam! Andrzej

955 zł
Rafał Kubicki
Rafał Kubicki , 45 lat

Wylew zrujnował zdrowie Rafała – potrzeba wielu miesięcy, by mógł je odzyskać! Pomóż!

Podczas pandemii odwiedziny w szpitalu są możliwe tylko wtedy, gdy pacjent jest w stanie krytycznym. Nie mówi się tego wprost, ale to szansa na pożegnanie się z ukochaną osobą. Kiedy zabrali mojego męża do szpitala dostałam taką szansę. Stres, nerwy i łzy.  Chociaż mogłam go ujrzeć, modliłam się, by nie było to po raz ostatni… Szczególnie że wkrótce obchodziliśmy dwudziestą rocznicę ślubu. Bezpośrednim powodem hospitalizacji męża był rozległy wylew krwi do lewej półkuli mózgu. Wszystko zaczęło się późnym sierpniowym wieczorem, gdy Rafał wrócił po ciężkim dniu pracy. Mieszkamy na wsi, wspólnie prowadząc dom i całe gospodarstwo. Wbrew pozorom, nie jest to sielanka, lecz ciężka i żmudna praca. Nie ma wolnych weekendów i dwudziestu sześciu dni urlopu. Wakacje kojarzone z wypoczynkiem i relaksem u nas są czasem żniw, w upale i palącym słońcu. Nasz dzień zaczyna się wówczas wczesnym rankiem, a kończy bardzo późnym wieczorem.  Jak co dzień, po żniwach Rafał wrócił z pola późnym wieczorem i opowiadał jak było, ile zrobili, co jeszcze zostało… Wspomniał, że źle się czuje, ale to zrozumiałe po ciężkim dniu pracy. Słuchając mojego męża zauważyłam, że zaczął szurać prawą nogą, a jego mowa stawała się mniej wyraźna. Gdy usiadł nie był w stanie wstać, a kolejne słowa z trudem rozumiałam. Natychmiast zadzwoniłam po pogotowie. Wszystko działo się bardzo szybko, około 15 minut. W tym czasie mąż przestał jakkolwiek reagować na moje słowa, nie mógł się ruszyć ani nic powiedzieć.   Karetka zabrała go na sygnale do szpitala. Rozległy wylew do lewej półkuli mózgu sparaliżował prawą stronę ciała i pozbawiła mowy. Mąż nie mógł się wypowiedzieć ani zrozumieć słów, które słyszał. W szpitalu przebywał miesiąc czasu, będąc w tym okresie przytomny, lecz bez kontaktu. To był bardzo trudny czas. Naszą dwudziestą rocznicę ślubu obchodziliśmy osobno, bez możliwości odwiedzin i przeżywania wspólnie spędzonych lat.  Spustoszenia wywołane przez udar wymagają teraz regularnej rehabilitacji i pracy specjalistów, by odzyskać jak największą sprawność. Rola i gospodarstwo to nasza praca, która zapewnia nam utrzymanie. Większość obowiązków, obsługa maszyn, dbanie o pola i zwierzęta należały do męża. Od roku cała odpowiedzialność spoczywa na mnie oraz na dzieciach. Bez Rafała jest bardzo ciężko – zarówno jemu jak i nam.  Rehabilitacja jest niezbędna, by mąż mógł odzyskać życie, jakie prowadził przed wylewem. Powrót do pełni sił wymaga ogromnej pracy i cierpliwości, szczególnie gdy każda aktywność jest wyzwaniem. Turnus rehabilitacyjny pozwoli zintensyfikować wysiłki, zapewni bezpośredni dostęp do specjalistów i pomoże uzyskać efekty, które bez profesjonalnego wsparcia są znikome. Koszty są jednak ponad nasze możliwości, dlatego bardzo prosimy o pomoc.  Wierzymy, że wspólnymi siłami uda się przywrócić zdrowie Rafałowi. Wylew odebrał mu nie tylko sprawność, ale też możliwość kontaktów z ludźmi. Jest człowiekiem towarzyskim, serdecznym i pomocnym. Trudności w mówieniu skutecznie go zniechęcają do spotkań, jest świadomy tego co stracił i widzę jak bezradność wobec choroby go przytłacza. Proszę o wsparcie tej zbiórki – każda wpłata jest nadzieją na odzyskanie zdrowia i radości życia.  Magda 

11 731,00 zł ( 23,21% )
Brakuje: 38 801,00 zł
Edmund Walaszczyk
Edmund Walaszczyk , 73 lata

Miażdżyca wtargnęła do mojego życia zabierając sprawność. Proszę, pomóż mi!

Całe życie pomagałem innym, angażowałem się w akcje charytatywne. Nie przywiązywałam wagi do rzeczy materialnych – kiedy tylko mogłem, wspierałem potrzebujących. Kiedyś szczycący się statuetkami za działalność społeczną i charytatywną, teraz nie dowierzam, jak bardzo okrutny potrafi być los. Nagle to ja stanąłem w miejscu, w którym przyszło mi prosić o pomoc...   Mimo mojej trudnej sytuacji nawet przez moment nie żałowałem, że pomagałem i angażowałem się w życie innych. Przez wiele lat wraz z organizacją "Podaruj trochę szczęścia" organizowałam charytatywne bale. Los okazał się bardzo przewrotny, jednak wierzę, że jeszcze się do mnie uśmiechnie.  Stawiając innych na pierwszym miejscu, zaniedbałem siebie. Straciłem kontrolę najpierw nad moją pracą, a potem nad zdrowiem. Cały czas mocno wierzę, że dobro do mnie wróci, choć życie przez długie lata mnie nie oszczędzało. Przeżyłem już utratę dachu nad głową, ogromne problemy finansowe, a teraz w wyniku choroby straciłem nogę.  Zaczęło się niewinnie, jednak z czasem ból stał się nie do wytrzymania. Promieniował od palców stopy po całą nogę.  Cierpienie mijało się z chęcią zwycięstwa. Wiedziałem, że postępująca choroba może spowodować nieodwracalne skutki, jednak czy do takiej straty można się jakoś przygotować? Lekarze robili, co mogli, by mi pomóc, by uratować moją nogę, by nie skazać mnie na spędzenie reszty życia na wózku inwalidzkim. Niestety, 4-letnia walka z miażdżycą zakończyła się amputacją nogi. Proteza to moja jedyna nadzieja. Marzę o tym, by nie spędzić jesieni życia będąc przykutym do wózka inwalidzkiego. Chciałbym obudzić się rano z nadzieją, że jeszcze będzie dobrze, cieszyć się życiem i czerpać z niego pełnymi garściami. Proszę, pomóż mi. Sam nie dam rady!    Edmund

12 385,00 zł ( 19,4% )
Brakuje: 51 445,00 zł

Obserwuj ważne zbiórki