Rak nie czeka – tylko razem możemy ocalić jej młode życie❗️

terapia bioimmunologiczna w klinice w Niemczech
Zakończenie: 21 Marca 2020
Opis zbiórki
Chcesz mi odebrać życie, przez dwa lata nie odpuszczasz, a ja już po prostu nie mam siły… Nie mam już dość łez, by kolejny raz usłyszeć, że wróciłeś, że zrobią operację i każą czekać. Nie mogę i nie chcę czekać, bo jeśli stracę czas, stracę życie. Ty jesteś silniejszy niż ja, ale mi bardziej zależy, by wygrać. Dla ciebie to kaprys – dla mnie to moje życie…
Dwa lata temu usłyszałam wyrok – rak jelita. Głowę miałam pełną planów, które musiałam z niej wyrzucić. Cały umysł pochłonął strach i niepewność. Ciężkie operacje nie pomogły zakończyć mojego dramatu. Musiałam grać, udawać, że żyję i mam siłę… Czekałam na werdykt, który w końcu się pojawił – operacja nic nie dała, rak wrócił i dał przerzuty.
27 lat i pora porządkować swoje sprawy, bo los wydał wyrok, z którym nigdy się nie pogodzę? Ból, pojawił się razem z diagnozą, okropny monotonny, silny ból…
Kiedy boli, sięgasz po leki przeciwbólowe, a ja? Na mnie leki już nie działają, nie przynoszą ukojenia, a boli bez przerwy...
Mój nowotwór nawraca i nie ustępuje pod naporem leczenia – to choroba paliatywna, taka, która nie nadaje się do skutecznego leczenia. Przy chorobie paliatywnej lekarze każą tylko czekać, ograniczać ból i porządkować swoje sprawy. Ja mam 27 lat, nie chcę się jeszcze poddawać, chcę żyć jak każda kobieta w moim wieku!
Na paliatywny nawracający rak jelita z przerzutami nie ma w Polsce skutecznego leku. W końcu w Niemczech znalazła się klinika, która daje mi szansę na pełne wyleczenie. Rozpoczęłam tam najbardziej skuteczną terapię immunologiczną, ale brak odpowiednich środków finansowych zatrzymał kontynuowanie leczenia.
Terapia nie jest refundowana przez NFZ, a pierwszy etap wyczerpał całkowicie możliwości finansowe moje i mojej rodziny. Bez nich dotychczasowe efekty mogą pójść na marne, a choroba znów się nasili. Koszt miesięcznej terapii to prawie 11 tys. euro, a przede mną jeszcze kilka etapów. Teraz trwa walka z czasem.
Nie mam czasu, bo choroba nie odpuszcza, ale miałam dość życia, na przemyślenia i planowanie. Dzisiaj boję się swoich marzeń, boję się, że nigdy się nie ziszczą. Gdzie one się podziały? Zniknęły w ferworze walki z rakiem, bo jedynym planem jest przeżyć kolejny dzień…
Jest we mnie wola życia i walki na śmierć i życie, jest we mnie dość determinacji, by nie poddawać się nawet, wtedy gdy przychodzą dołki.
Chciałabym jak najszybciej wrócić do normalnego życia. Często zastanawiam się na tym, czy mogę jeszcze myśleć o przyszłości, rodzinie. Czy los zaoferuje mi coś więcej niż cierpienie i samotność… Wciąż mam głęboką nadzieję, że dzięki wspaniałym ludziom uda mi się wygrać z chorobą.
Dziękuję Wam z całego serca za pomoc...
Iza