Zbiórka zakończona
Aleksander Kara - zdjęcie główne

Jedyna szansa, by uratować wzrok Olusia

Cel zbiórki: Badania w klinice w Bostonie, które dadzą Olusiowi szansę na odzyskanie wzroku

Aleksander Kara, 9 lat
Wierzbna, dolnośląskie
Trakcyjne odwarstwienie siatkówki, stan po zapaleniu wnętrza gałek ocznych, zespół NEDSDV
Rozpoczęcie: 10 kwietnia 2017
Zakończenie: 14 kwietnia 2017
56 668 zł(106,37%)
Wsparło 3130 osób

Przekaż mi 1,5% podatku

Numer KRS0000396361
Cel szczegółowy 1,5%0030015 Aleksander

Cel zbiórki: Badania w klinice w Bostonie, które dadzą Olusiowi szansę na odzyskanie wzroku

Aleksander Kara, 9 lat
Wierzbna, dolnośląskie
Trakcyjne odwarstwienie siatkówki, stan po zapaleniu wnętrza gałek ocznych, zespół NEDSDV
Rozpoczęcie: 10 kwietnia 2017
Zakończenie: 14 kwietnia 2017

Opis zbiórki

Każdego ranka, kiedy patrzę jak mój synek otwiera swoje oczka, mam nadzieję, że tym razem mnie zobaczy, że uśmiechnie się na mój widok. Póki co świat naszego dziecka kończy się tam, gdzie sięga dotyk jego rączek. Nie uśmiecha się na nasz widok, bo nie wie jak wyglądamy. Nasze spojrzenia nigdy nie spotkały się z jego spojrzeniem. Olek nie zna takiego świata, jaki znamy my – nie wie, czym są kolory, jak wyglądają jego ulubione zabawki. Wie jedno – czym jest ciemność. Olek słyszy i czuje, ale nie widzi i, jeśli ratunek nie przyjdzie w porę, nie zobaczy nigdy. By uratować wzrok naszego synka, pojedziemy choćby i na koniec świata. Mamy na to szansę, bo w Stanach Zjednoczonych jest ktoś, kto jest naszym jedynym ratunkiem. Na to, by zapłacić za najważniejsze w życiu naszego synka spotkanie z lekarzem mamy czas do 15 kwietnia. 

Aleksander Kara

Na dzień narodzin naszego dziecka czekaliśmy jak na nic innego w naszym życiu. Byliśmy coraz bliżej, coraz bliżej chwili, w której poznamy nasz największy skarb. Z dumą podglądaliśmy Olinka na ekranie monitora. Wyniki badań był książkowe. Choć nie mieliśmy się czego bać, jako świeżo upieczeni rodzice czuliśmy lekki niepokój. Gratuluję, macie Państwo zdrowego synka – to jedno zdanie oznaczało ulgę. Poczuliśmy, że nic złego już nie może się wydarzyć. Po raz pierwszy zobaczyłam buźkę swojego synka i jako matka poczułam, że moment, w którym po raz pierwszy spojrzymy sobie w oczy zapamiętam do końca życia.

Po czterech dniach zostaliśmy wypisani do domu – Olek był okazem zdrowia, a my najszczęśliwszymi rodzicami na świecie. Staliśmy nad jego łóżeczkiem w świeżo urządzonym, kolorowym pokoiku niemal non stop. Widzieliśmy, jak Oluś po raz pierwszy się uśmiecha, co jakiś czas czuliśmy delikatny uścisk jego malutkiej dłoni, słuchaliśmy pierwszego gaworzenia naszego maluszka. Czekaliśmy, by po raz pierwszy na nas spojrzał. Niepokoiło nas to, że bardzo rzadko otwiera oczka. Po kilku tygodniach zaczął, ale to nie oznaczało, że niepokój ustąpił. Nasz synek nie patrzył na nas, nie wodził za nami swoimi oczkami, nie reagował nawet na gwałtowne ruchy. Bez skutku szukałam kontaktu wzrokowego. Czasem wydawało mi się, że Olek patrzy na mnie, ale te krótkie chwile szczęścia szybko mijały, kiedy zdawałam sobie sprawę, że to tylko przypadek, że mój synek wcale nie rozpoznaje we mnie swojej mamy.

Aleksander Kara

Umówiłam wizytę u okulisty. Szłam na nią zaniepokojona, ale z nadzieją, że rozwieje mój strach. Stało się odwrotnie – rozpoczęła koszmar, który trwa do dziś. Przerażone spojrzenie okulistki wypisującej skierowanie do szpitala w trybie natychmiastowym było jego początkiem. Pojechaliśmy do szpitala we Wrocławiu. Lekarze, którzy wcześniej zostali uprzedzeni o naszym przyjeździe, od razu zaczęli badać Olka. Wiedzieliśmy, że cały ten pośpiech oznacza coś bardzo złego, że za chwilę ktoś stanie przed nami i wyda wyrok na nasze dziecko. Specjaliści rozmawiali między sobą niezrozumiałym dla nas jeszcze wtedy językiem. Olek był przerażony – płakał tak głośno jak nigdy, a my czuliśmy, że nasze szczęśliwe życie wypada nam z rąk. Ostatecznie wypadło w momencie, kiedy usłyszeliśmy, że Oluś jest niewidomy. Wrocławscy lekarze nie byli w stanie podać nam przyczyny – skierowano nas do Warszawy, do Centrum Zdrowia Dziecka.

Całą drogę płakałam i nerwowo wpisywałam w wyszukiwarkę internetową hasła, które miały dać mi odpowiedź na proste pytanie: dlaczego? Próbowałam jeszcze wmawiać sobie, że może lekarze się mylą. W Warszawie pozbawiono mnie złudzeń – potwierdzono, że sytuacja jest beznadziejna, że nasz synek nie widzi, że jego oczka są bardzo chore. Przeprowadzono szereg badań, dzięki którym mieliśmy poznać przyczynę. Olek zabierany był z pokoju do pokoju – płakał coraz częściej i coraz głośniej. Spekulacje lekarzy doprowadzały nas do skrajnego wyczerpania psychicznego. Wszystkie wyniki badań były dobre, wykluczono podejrzewane choroby oraz zespoły. Ostatecznie zostaliśmy wypisani ze szpitala z niewiadomą przyczyną stanu oczek i z dopiskiem o braku propozycji leczenia. Na pożegnanie powiedziano nam, że musimy się pogodzić z sytuacją, że nasz synek już nigdy nie zobaczy świata. Te ostatnie słowa zabolały najbardziej. Tego bólu nie jestem w stanie porównać z niczym innym – zostaliśmy pozostawieni sami sobie, bezradni, z rozłożonymi rękami i naszym małym Olusiem, którego musieliśmy przecież ratować przed ślepotą.

Aleksander Kara

Szukaliśmy kogoś, kto byłby w stanie podjąć się operacji naszego dziecka. Znaleźliśmy profesora Prosta z Warszawy – jednego z najbardziej cenionych okulistów w Polsce, który zajmuje się takimi maluszkami jak nasz synek. Profesor stwierdził, że prawdopodobnie przyczyną była zwykła grypa, którą musiałam się zarazić pod koniec ciąży. Wewnątrz gałek ocznych wytworzył się stan zapalny, z którym Oluś się urodził. Jako jedyny zechciał podjąć się operacji. Lewe oczko zostało zoperowane pod koniec ubiegłego roku, w grudniu. Mieliśmy otrzymać najpiękniejszy prezent świąteczny w naszym życiu. Niestety stan zapalny powrócił tuż po zabiegu. Dodatkowo odwarstwiła się siatkówka. Profesor bał się ponownie operować – według niego oko mogłoby nie wytrzymać kolejnego zabiegu. Operacji prawego oczka również nie chciał się na razie podjąć – ze względu na uśpiony stan zapalny konsekwencje mogłyby być podobne, jak w przypadku pierwszego.

Kiedyś obiecaliśmy sobie, że zrobimy wszystko, by nasz synek zobaczył świat. Teraz nie możemy się poddać. Znaleźliśmy specjalistę, który zajmuje się takimi skomplikowanymi przypadkami jak nasz. Jest skłonny pomóc nam i zrobić wszystko, co w jego mocy, by uratować tyle, ile się da. Konsultacja u doktora Yonekawa  w Bostonie – w jednej z najlepszych klinik okulistycznych na świecie jest naszą jedyną szansą na to, żeby pomóc Olusiowi. Jej termin wyznaczono na początek maja. Zapłacić trzeba jednak do 15 kwietnia.

Aleksander Kara

Marzymy o tym, by pewnego dnia Oluś zobaczył wszystkich tych, którzy kochają go ponad wszystko. Chcielibyśmy pokazać mu cały świat. Pragniemy, aby mógł żyć pełnią życia i czerpać radość z poznawania świata wszystkimi zmysłami. Nie potrafimy sobie wyobrazić, że nasze dziecko nigdy nas nie zobaczy, że przez całe swoje życie będzie niepełnosprawny. Wierzymy, że dzięki naszej determinacji i Waszej pomocy Oluś będzie zdrowy i pewnego dnia podziękuje nam wszystkim za to, że nigdy nie zaprzestaliśmy walki o jego szczęście.

Wybierz zakładkę
Sortuj według
  • Wpłata anonimowa
    Wpłata anonimowa
    Udostępnij
    30 zł
  • jacek
    jacek
    Udostępnij
    400 zł
  • Wpłata anonimowa
    Wpłata anonimowa
    Udostępnij
    48,80 zł
  • Wpłata anonimowa
    Wpłata anonimowa
    Udostępnij
    10 zł
  • Wpłata anonimowa
    Wpłata anonimowa
    Udostępnij
    50 zł

    Na pewno sie uda i olus zobaczy rodziców ;-)

  • Wpłata anonimowa
    Wpłata anonimowa
    Udostępnij
    100 zł

Aleksander Kara dalej walczy o zdrowie. Wesprzyj aktualną zbiórkę.

WesprzyjWesprzyj