Serce Michała umiera - musimy je uratować!

Michał Pawlak
Zbiórka zakończona
Cel zbiórki:

operacji Fontana - trzeci etap leczenia wady serca w Munster

Michał Pawlak, 21 lat
Wrocław, dolnośląskie
złożona wada serca
Rozpoczęcie: 13 Listopada 2018
Zakończenie: 10 Kwietnia 2019

Rezultat zbiórki

Kochani,

Michał jest już po operacji! To, co jeszcze niedawno wydawało się niemożliwe, stało się faktem. Cud wydarzył się dzięki Wam - ludziom, którzy zdecydowali się ratować serce Michała. Michał przeszedł cewnikowanie i operację planowo i bez komplikacji. Niestety termin operacji był przesuwany czterokrotnie ze względu na ciężki stan zdrowia Michała i wcześniejszy 6-tygodniowy pobyt w szpitalu, po którym Michała musiał zregenerować siły.

Michał Pawlak

Syn czuje się dobrze, jego saturacje wzrosły, nie męczy się tak bardzo, a jego palce i usta nie są już sine, jak przedtem. Teraz jego życiu nic nie zagraża, a cała Rodzina może odetchnąć z ulgą. W imieniu Michała, jak i również naszym, składamy gorące podziękowania dla wszystkich osób, które zaangażowały się w zbiórkę pieniędzy. Ta operacja uratowała Michałowi życie i bardzo poprawiła jego jakość. Jesteśmy wszystkim naszym Darczyńcom i ludziom dobrej woli dozgonnie wdzięczni za okazałą pomoc finansową, wsparcie i słowa otuchy, które dodawały nam sił w tym trudnym dla nas czasie.

Mamy nadzieję, że dobro, które nam okazaliście, wróci do Was ze zdwojoną siłą. Dziękujemy za ogromną wrażliwość i otwartość na potrzeby drugiego człowieka. Ofiarowana pomoc jest dowodem serdeczności, współczucia oraz solidarności międzyludzkiej, czego Wam nigdy nie zapomnimy.

Dziękujemy z całego serca.
Mama z Michałem.

Opis zbiórki

Staję tu przed Wami, żeby prosić, błagać o pomoc. Mój Michał gaśnie z dnia na dzień i bez pilnej operacji serca, odejdzie na naszych oczach...

Jesteśmy spóźnieni z tą operacją Michała o ponad 11 lat. To właśnie wtedy lekarze, którzy otworzyli klatkę mojego syna, uznali, że jego wada jest zbyt skomplikowana i nie chcą podejmować ryzyka. Usłyszeliśmy wyrok - nic już nie da się zrobić. Zostaliśmy z pustymi rękami i powolnym odliczaniem coraz słabszych uderzeń serca. Ile jeszcze ich zostało? Jak długo Michał wytrzyma? Po latach poszukiwań odnaleźliśmy w Niemczech prof. Malca dla którego nie ma rzeczy niemożliwych i który podejmie się operacji. To jedyna szansa na uratowanie mojego syna. Niestety, piekielnie droga…

Michał Pawlak


Michał miał się urodzić zdrowy. Wszyscy byliśmy o tym przekonani. I ja i lekarze… Badania nie wykazywały żadnych powodów do niepokoju, jednak życie szybko zweryfikowało nasze oczekiwania. Michał cudem przeżył pierwsze godziny swojego życia. Po 8 godzinach zrobił się siny, saturacja wykazała zaledwie 80%... Za mało tlenu! Przetransportowano go helikopterem do Centrum Matki Polki w Łodzi, gdzie wreszcie rozpoznano skrajnie skomplikowaną wadę serca. Hipoplazja prawej komory, zastawki trójdzielnej, zarośnięcie zastawki i pnia płucnego to dopiero początek listy jego dolegliwości.


Dopiero co pojawił się na świecie... Był taki drobniutki, taki bezbronny. Myślałam przed porodem, że kiedy już się urodzi, wtedy będę mogła go godzinami tulić w ramionach, zapewniając ciepło i bezpieczeństwo. Tymczasem to szpitalne maszyny, anioły pilnujące oddechu i każdego uderzenia serca, otulały go dziesiątkami rurek i przewodów. Wszystko działo się tak szybko, a kiedy zabrali go helikopterem, potwornie się bałam, że nie zobaczę go już żywego…


Po tygodniu przeszedł pierwszą operację na otwartym sercu, która uratowała życie ale też przyniosła mnóstwo powikłań. Michaś trzykrotnie się zatrzymywał. Właściwie umierał, a moje matczyne serce umierało razem z nim. Po 8 miesiącach kolejna operacja, a rok później następna - tzw. zespolenie Glenna. Synuś wracał powoli do zdrowia. Wydawało nam się, że sztorm, przez który płynęliśmy od urodzenia Michasia, zaczyna słabnąć…

Michał Pawlak


Minęły kolejne 3 lata, podporządkowane badaniom, kontrolom i pilnowaniu najmniejszych nawet  zagrożeń, jakie mogły się pojawić. W marcu 2007 roku Michał miał przejść ostatni etap naprawy swojego serca, tzw. operację Fontana. Był już na stole, lekarze go otworzyli i… zdecydowali, że to zbyt wielkie ryzyko. Zbyt skomplikowana wada i za wysokie ciśnienie w tętnicy płucnej.  Stop. Koniec. To wszystko. Usłyszeliśmy, że nic już się nie da zrobić, a próba operowania go zabije… Mieliśmy się cieszyć tym co mamy. Każdym dniem, w którym jest z nami, bo nie wiadomo ile ich jeszcze zostało…

Od tamtego momentu minęło 11 lat i nikt w Polsce nie podjął się operacji. Michał urósł, stał się niemal mężczyzną. Jego serce też urosło i nie daje już rady. Bije resztkami sił, jak samochód, któremu skończyło się paliwo i jedzie już na oparach… W każdej chwili może się zatrzymać. Michaś po krótkim spacerze wygląda jak człowiek po przebiegnięciu maratonu. Sine usta, rozpaczliwe łapanie oddechu, saturacja 75%... Jego serce od 11 lat bije na kredyt i właśnie do naszych drzwi puka komornik, żeby odebrać to co najcenniejsze - życie naszego syna. Jedyną szansą zapłaty jest ta “niemożliwa” operacja Fontana i człowiek rzeczy niemożliwych dokonujący od ręki. Znaleźliśmy go w Niemczech.

To profesor Malec, polski kardiochirurg, operujący w niemieckiej klinice w Munster. Lekarz, który ratuje dzieci określane przez innych jako “nie do uratowania”. Udało nam się z nim skonsultować serce Michała i pan profesor powiedział jedno magiczne słowo - operujemy! A potem powiedział kolejne - zabieg najpilniejszy z najpilniejszych, “na wczoraj”! Nie możemy czekać ani chwili. Serce Michała jest już zbyt słabe…


Na naszym dramatycznie zachmurzonym niebie pojawił się wreszcie, po tak wielu latach, promyk nadziei. Michasia można uratować! Poczułam się, jakbym miała go urodzić na nowo - tym razem już ze zdrowym sercem. Później jednak przyszła wycena operacji, która zwaliła z nóg - 29 tysięcy euro, tj. ponad 130 tysięcy złotych. Tyle kosztuje życie Michała. A ja nie mam z czego za nie zapłacić. Dlatego proszę o pomoc…


Każde serce kiedyś się zatrzyma, taka jest kolej rzeczy... Jedne będą bić przez 60 lat, inne 80. Część się zakocha, pewnie nie jedno zostanie zranione. Dostaną jednak szansę, dostaną czas, żeby posmakować życia, odnaleźć się w dorosłości. Serce Michała, choć bije raptem 16 lat, nie ma już czasu. Nie może czekać i bez pilnej operacji zatrzyma się zbyt szybko, zbyt młodo… Na zawsze... Prof. Malec i klinika w Niemczech są naszą jedyną i ostatnią deska ratunku. Proszę, pomóżcie nam ją chwycić. Pomóżcie ocalić życie mojego syna!

Agnieszka - mama Michała

Ta zbiórka jest już zakończona. Dalej możesz wspierać Potrzebującego.

Obserwuj ważne zbiórki