Gdy Tosia się urodzi, jej serce zacznie umierać! Musimy je uratować!

PILNE!
Zbiórka zweryfikowana przez Fundację Siepomaga
11 dni do końca
Wsparło 6 155 osób
223 397 zł (60,79%)
Brakuje jeszcze 144 050 zł
Wesprzyj Wesprzyj
Zbiórka na cel
pokrycie kosztów porodu i operacji serca w Klinice Uniwersyteckiej w Munster

Tosia Polańska

Toruń, kujawsko-pomorskie

wada serca: HLHS

Rozpoczęcie: 20 Marca 2019
Zakończenie: 30 Czerwca 2019

12 Czerwca 2019, 16:10
Już w najbliższy piątek rodzice Tosi muszą jechać do Munster. Czas ucieka!

Edycja: 19.06.2019

Jesteśmy w Munster. Wczoraj mieliśmy szereg badań. Lekarze ze względu na hipotrofię Tosi zdecydowali się rozwiązać ciążę do 37 tyg. W poniedziałek mamy mieć wywoływany poród. Obecnie dostajemy leki na przyśpieszenie rozwoju płuc Tosi. Jak Tylko Tosia przyjdzie na świat, oczywiście Was poinformujemy!

Pozdrawiamy serdecznie i dziękujemy, że jesteście z nami!

Rodzice Tosi 


************

Mieliśmy mieć więcej czasu... Niestety. Musimy jechać do Munster już w za dwa dni! Nie opuszcza nas strach... Okazało się, że Tosia bardzo słabo rośnie, lekarze stwierdzili hipotrofię — córeczka jest dopiero na 6 centylu, to zdecydowanie za mało.

Musimy jak najszybciej trafić pod opiekę specjalistów, prof. Malca i jego zespołu. Gdy Tosia przestanie rosnąć, może zacząć umierać jeszcze zanim przyjdzie na świat! Wtedy będzie trzeba przeprowadzić cesarskie cięcie, córeczka urodzi się wcześniej, niż to było planowane. Wkrótce potem lekarze zaczną walczyć o jej życie.

Nadal brakuje nam ogromnej kwoty, by zapłacić za operację. Jedziemy do Munster pełni lęku, ale do końca nie stracimy nadziei... Wierzymy, że z pomocą ludzi o wielkich sercach uratujemy małe serce Tosieńki...


Tosia Polańska

Pokaż wszystkie aktualizacje

08 Maja 2019, 10:02
Czas ucieka... To, czy Tosia dostanie szansę na życie, zależy od dużych pieniędzy. Potrzebna pomoc!

Rodzice Tosi budzą się i zasypiają w ogromnym strachu. Coraz mniej czasu do porodu, a więc do rozpoczęcia walki o życie. By Tosia mogła przyjść na świat w Munster, gdzie wkrótce potem odbędzie się ratująca życie operacja serca, trzeba zapłacić ogromną sumę. Na ten moment brakuje jeszcze ponad 270 tysięcy złotych... 

Tosia Polańska


Informacja od mamy Tosi:

Wczoraj byliśmy na wizycie u lekarza. Tosia, choć ma się dobrze, jest już ułożona główką do dołu, bardzo nisko. Lekarz dał nam 5-6 tygodni do porodu. To sprawia, że czasu jest mniej, niż myśleliśmy. Będziemy kontrolować sytuację, ale zaczyna być bardzo dramatycznie...

Bardzo prosimy o pomoc, o udostępnienie naszej prośby, by jak najwięcej osób dowiedziało się o naszej Tosi i o tym, jak bardzo chce żyć... Bez Was nie damy rady.


Rodzice i braciszek Tosi

Gdy dowiadujesz się, że Twoje dziecko ma tylko 5% szans na przeżycie, czujesz ból, jak gdyby ktoś rozrywał Twoje serce. Nie miało dla mnie znaczenia, że jeszcze nie poznałam Tosi — była dopiero pod moim sercem, miała bezpiecznie rosnąć, byśmy wkrótce się poznały… Czekaliśmy na nią pięć długich lat. Gdy w końcu z radością ogłosiliśmy synkowi, że będzie miał siostrę, nasz życie wkrótce zmieniło się w koszmar…


Od wielu lat chcieliśmy, by nasz synek Nikodem miał rodzeństwo, los jednak miał inne plany. 5 lat starań, łez zawodu, aż w końcu upragniona wiadomość — będziemy mieli dziecko! Szczęście nie do opisania. Niestety, radość trwała bardzo krótko… Już w 13 tygodniu ciąży jak grom z jasnego nieba spadła na nas tragiczna informacja — nasza maleńka córeczka jest bardzo chora. Wtedy wszystko się skończyło. Wtedy też wszystko się zaczęło — nasze drugie życie, w którym najważniejszym celem stało się jedno — ocalić Tosieńkę.

Tosia Polańska

Podczas standardowego badania lekarz stwierdził u córeczki przezierność karkową na poziomie 7 mm, ogólny obrzęk, nieprawidłowy przepływ do lewej komory serca oraz brak przewodu żylnego. Zostaliśmy poinformowani o podejrzeniu zespołu Turnera oraz wady serca. Usłyszeliśmy, że szanse na donoszenie ciąży są minimalne, że prawdopodobnie sama się zakończy w najbliższym czasie. Oznaczało to, że w każdej chwili nasze dziecko może umrzeć! Ogromny cios, niedowierzanie, milion myśli w głowie. W jednej sekundzie nasz świat obrócił się w gruz.


Dali nam zaledwie 5% szans, że Tosia przeżyje do porodu. Przecież to tyle, co nic… Ale wkrótce córeczka miała nam pokazać swoją ogromną wolę życia. Dla niej te 5% to było być albo nie być!


Natychmiast zostaliśmy skierowani na dalsze badania. Każdego dnia drżeliśmy o nasze dziecko, w każdej sekundzie zastanawiałam się, czy Tosia jeszcze żyje? Dotykałam brzucha w nadziei na wyczucie chociaż minimalnego drżenia. Była tak blisko, a jednak tak daleko… Co kilka dni jeździłam do szpitala na USG sprawdzić, czy serce córeczki nadal bije. Czy matka może wyobrazić sobie większy horror?

Tosia Polańska

Wbrew prognozom Tosia z dnia na dzień się rozwijała, rosła, obrzęk się zmniejszał, a serduszko nadal biło! Wiedzieliśmy wtedy, że córeczka ma ogromną siłę walki i chce żyć. W międzyczasie zdecydowaliśmy się na badania genetyczne, które miały potwierdzić lub wykluczyć wady genetyczne - w naszym przypadku lekarze podejrzewali zespół Turnera. Gdy przyszły wyniki, ogromny kamień spadł mi z serca - Tosia nie ma wad genetycznych! To dało nam więcej sił i rozbudziło ogromne nadzieje, że być może te czarne scenariusze się nie sprawdzą!

MIjały kolejne dni, które spędzałam na poszukiwaniu informacji i ratunku dla Tosi. Poznałam mamy dzieci z takimi samymi wadami serca, które żyły i znakomicie się rozwijały! Wszędzie przewijało się nazwisko profesora Malca, jednego z najlepszych kardiochirurgów na świecie, który uratował setki istnień!


W 18 tygodniu ciąży stawiliśmy się na kolejnych badaniach, które miały dokładnie zbadać serduszko Tosi. Niestety wcześniejsze przypuszczenia się potwierdziły. Lewa komora serca w ogóle nie pracuje. Otrzymaliśmy kolejne skierowanie, tym razem do Poradni Kardiologicznej w Warszawie, gdzie postawiono ostateczną diagnozę – krytyczna wada serca HLHS – zespół niedorozwoju lewej części serca. W skrócie oznacza to, że Tosia ma tylko połowę serca, które musi starczyć jej na całe życie. Jeśli tylko przeżyje…

Tosia Polańska


Nasza córeczka jest bezpieczna, dopóki jest w brzuszku. Zaraz po przyjściu na świat zacznie umierać... Aby jej pół serduszka mogło bić, musi przejść co najmniej 3-etapowe leczenie operacyjne. Pierwsza operacja — ratująca jej życie — musi odbyć się kilka dni po narodzeniu. Chcąc zapewnić naszej córce największe szanse na przeżycie i powodzenie operacji, zgłosiliśmy się na konsultację do prof. Edwarda Malca, który operuje dzieci z najcięższymi wadami serca w Klinice w Munster w Niemczech. Udało nam się dostać na konsultację, gdy profesor był w Krakowie. Jak tylko zobaczył wyniki Tosi, od razu dostaliśmy kwalifikację i kosztorys. Musimy się spieszyć…


W szpitalu w Munster musimy być już 24 czerwca, trzy tygodnie przed planowanym porodem. Pozostaje nam modlić się, by Tosieńka nie chciała się urodzić wcześniej, by dała nam jak najwięcej czasu… Musimy uzbierać ogromną sumę, by opłacić poród, podłączenie córeczki do leku ratującego życie i operację kilka dni później. Mamy lepsze i gorsze dni, ale przecież nie możemy się poddać, dopóki nie spróbujemy wszystkiego, by ratować nasze dziecko. Bardzo prosimy o pomoc… To w Munster Tosia ma największe szanse, by jej życie zostało ocalone. Tak bardzo ją kochamy, choć jeszcze nie zdążyliśmy się poznać. Nie możemy jej stracić…


Ewelina i Szymon, rodzice Tosi

*****

Czytaj także:

nowosci.com.pl

Zbiórka zweryfikowana przez Fundację Siepomaga
11 dni do końca
Wsparło 6 155 osób
223 397 zł (60,79%)
Brakuje jeszcze 144 050 zł
Wesprzyj Wesprzyj

Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies.

Ukryj tę wiadomość