Wystarczyło kilka dni, a mogło dojść do prawdziwej tragedii. Stan Bartusia pogarszał każdego dnia, a choroba rozwijała się po cichu. Diagnozę cukrzycy typu 1 usłyszeliśmy kilka dni przed świętami. Jechaliśmy prawie 100 km, by ratować synka – kilka dni później kwasica ketonowa rozwinęłaby się stan...