Lokalizacja

  • Cała Polska
  • dolnośląskie
  • kujawsko-pomorskie
  • lubelskie
  • lubuskie
  • łódzkie
  • małopolskie
  • mazowieckie
  • opolskie
  • podkarpackie
  • podlaskie
  • pomorskie
  • śląskie
  • świętokrzyskie
  • warmińsko-mazurskie
  • wielkopolskie
  • zachodniopomorskie
Milan Tomczyk
Milan Tomczyk , 2 latka

Choroba jest w każdej komórce jego ciała❗️Potrzebne wsparcie❗️

Na swoje drugie urodziny Milanek dostał piękne prezenty. Ale chwilę przed nimi los sprezentował mu coś innego – nieuleczalną chorobę spowodowaną mutacją w genie AP4B oraz małogłowie. Jego mózg nie rośnie. To bardzo rzadka choroba postępująca W Polsce jest może kilkoro zdiagnozowanych dzieci. Nie widać jej na pierwszy rzut oka. Dopiero po chwili w oczy rzuci się zbyt mała główka, a potem brak mowy i chodu. Robimy, co możemy, żeby pomóc naszemu synkowi, ale wciąż wisi nad nami widmo tego, że wszelkie postępy po prostu się cofną. Każde przeziębienie i gorączka to ogromny stres i czuwanie w nocy, bo u synka występują wtedy ataki drgawek, a nawet epilepsja.  Aktualnie potrafi raczkować i jeszcze mieści się w swoim wózku spacerowym, ale to się niedługo zmieni. Milan będzie potrzebował nowego, specjalistycznego wózka, pionizatora, ortez i wielu innych sprzętów. Serce łamie nam się na myśl, że to będą jego największe prezenty. Nie nowe zabawki. Codzienność to rehabilitacja, zajęcia z logopedą, psychologiem i pedagogiem. Grafik jest napięty, a do tego dochodzą wyjazdy do specjalistów. Choroba jest w każdej komórce jego ciała. Milan rośnie jak na drożdżach, jest coraz cięższy, a jego wada prowadzi do zesztywnienia mięśni. Dziś jest jeszcze mały, ale co będzie w przyszłości? Pojawia się jakaś nieśmiała nadzieja na wynalezienie terapii genowej, ale do tego czasu lekarze często nie wiedzą, jak postępować. Zostaje nam rehabilitacja, a ta jest ogromnym obciążeniem finansowym. Dwa lata dawaliśmy sobie radę sami, ale po szukaniu diagnozy, jazdach od specjalisty do specjalisty i w końcu zapłaceniu kilku tysięcy za badania genetyczne zostaliśmy z perspektywą płacenia kolejnych tysięcy za rehabilitację, turnusy i dojazdy. Los jest przewrotny. Wpłacając na inne zbiórki, nawet przez myśl nam nie przeszło, że sami będziemy po drugiej stronie. Nasz nie jest zdrowy, ale jest wyjątkowy. Kochamy go ponad wszystko i chcemy, by w przyszłości żyło mu się jak najlepiej. Wiemy, że będzie coraz ciężej i trudniej i choć sami jeszcze nie do końca potrafimy się odnaleźć w tej sytuacji, będziemy walczyć z chorobą naszego dziecka. Wasza pomoc finansowa pomoże nam chociaż częściowo odzyskać to, co odebrała choroba. Rodzice Milanka

14 024 zł
Karol Deszczyński
Karol Deszczyński , 11 lat

Karol cierpi na okrutną chorobę! Potrzebna pomoc!

Karol nie może biegać, jeździć na rowerze, hulajnodze… Doskonale wie, że jego dzieciństwo różni się od życia rówieśników. Jako rodzice dokładamy wszelkich starań, aby załagodzić skutki okrutnej choroby naszego dziecka… Synek od początku nie rozwijał się prawidłowo… Karol przyszedł na świat w 7. miesiącu ciąży. Gdy skończył pół roku zaniepokoiło nas, że nadal nie raczkuje, nie siada… Zmartwieni udaliśmy się po pomoc. U synka stwierdzono obniżone napięcie mięśniowe. Niezwłocznie rozpoczęliśmy rehabilitację. Dzięki regularnej terapii zdarzył się moment, na który bardzo długo czekaliśmy. W wieku 2 lat synek zaczął chodzić! Nasze szczęście zakończyło się w 2012 roku – to wtedy pojawiły się problemy z chodzeniem. Karol przewracał się, a jego chód określono jako kołyszący. Synek trafił do szpitala z podejrzeniem dystrofii mięśniowej. Konieczna była dalsza, poszerzona diagnostyka. Dopiero po kilku latach otrzymaliśmy wyniki badań, które dały ostateczną diagnozę: dystrofia mięśniowa Duchenne'a. To bardzo rzadka choroba genetyczna, która prowadzi do nieodwracalnego zaniku mięśni, aż w końcu do przedwczesnej śmierci. Nasz cały świat w jednej chwili się zawalił… Nie mogliśmy się jednak załamywać  – musimy być wsparciem dla synka. Obecnie Karol chodzi do szkoły, gdzie objęty jest wczesnym wspomaganiem rozwoju. Uczęszcza na prywatną rehabilitację, bo tylko taka jest dostępna w okolicy, w której mieszkamy i to ona może spowolnić chorobę. Pochłania to znaczną część naszego domowego budżetu. Synek bierze leki, które mają za zadanie wzmacniać siłę mięśniową. Miesięczny koszt leczenia jest naprawdę duży… Do tego dochodzą koszty suplementacji i wizyt u specjalistów. Każda wpłata to dla nas nieocenione wsparcie. Ponad wszystko zależy nam, żeby Karol miał zapewnione wsparcie, którego tak bardzo potrzebuje. Chcemy, żeby pomimo choroby jego życie było możliwie jak najlepsze. Z całego serca dziękujemy za każdą pomoc! Rodzice

2 790,00 zł ( 10,49% )
Brakuje: 23 806,00 zł
Radosław Wójtowicz
Radosław Wójtowicz , 30 lat

Radek jak co dzień położył się spać – lecz rano już się NIE OBUDZIŁ❗️Ratunku❗️

Do tej pory nie możemy uwierzyć w to, co się stało. Przecież jeszcze niedawno nasz syn prowadził normalne życie, takie jak większość z nas. Był wykształcony, samodzielny, z głową pełną marzeń i planów na przyszłość. Niestety, jeden dzień zmienił wszystko. 10 lutego 2024 roku życie syna i nasze legło w gruzach. Radek poprzedniego wieczoru tak jak zawsze położył się spać. Niestety, rano się już nie obudził. Przebywa w śpiączce do dziś. Do syna natychmiast została wezwana karetka. Mimo szybkiej reakcji lekarzy doszło do przewlekłej niewydolności oddechowej. Radek oddycha jedynie przy użyciu respiratora. Obecnie przybywa w specjalistycznym ośrodku, gdzie dzięki intensywnej rehabilitacji ma szansę wybudzić się ze śpiączki.  Już w ciągu paru tygodni od rozpoczęcia terapii pojawiły się pierwsze postępy – Radek zaczyna reagować na bodźce. Rehabilitanci codziennie stymulują osłabione mięśnie syna i próbują go pionizować. W najbliższej przyszłości zapewne możliwe będzie także podejmowanie prób odłączania respiratora – choćby na chwilę. Jest to szczególnie ważne, by syn zaczął samodzielnie oddychać, ponieważ jest to warunek trafienia w przyszłości do kliniki wybudzeń. Radek zawsze był bardzo dobrym człowiekiem, na którego mogli liczyć najbliżsi i szerokie grono znajomych. Pragniemy, by mógł wrócić do swojego dawnego, aktywnego życia. Prosimy, pomóżcie nam odzyskać syna. Każdego dnia marzymy o momencie, gdy otworzy oczy. Marzymy o tym, że jeszcze kiedyś się do nas uśmiechnie i będziemy mogli porozmawiać. Radek to młody mężczyzna – ma jeszcze całe życie przed sobą. Każda wpłata, każde udostępnienie jest tu na wagę złota. Prosimy, pomóżcie nam wybudzić syna ze śpiączki, pomóżcie mu wrócić do zdrowia. Wiemy, ze wspólnymi siłami możemy tego dokonać! Rodzice Radka

76 594,00 zł ( 35,99% )
Brakuje: 136 172,00 zł
Wiktoria Gaweł
Wiktoria Gaweł , 23 lata

Bez szybkiej pomocy Wiktoria umrze❗️Męki są coraz większe... RATUNKU❗️

Wrócił ból, na który nie pomagają żadne leki! Choroba Wiktorii jest tak rzadka, że w Polsce lekarze nie wiedzą, co robić! Procedury z podaniem kolejnych leków się przeciągają, nikt nie chce się podjąć ich podania… Tymczasem moja córka cierpi niewyobrażalnie, jej narządy wewnętrzne umierają, jelita są w fatalnym stanie! Pojawił się cień nadziei na leczenie w USA. Proszę z całego serca o pomoc dla Wiktorii. Jej ból jest nie do opisania… Przykuta do łóżka, podnosi jeszcze tylko głowę… Od 6 lat Wiktoria cierpi na niezwykle rzadką chorobę, jaką jest zapalenie skórno-mięśniowe. Po tylu latach walki o tej chorobie wiem już wszystko… Jest autoimmunologiczna. Podłożem jest martwicza waskulopatia, tzn. że dochodzi do stanu zapalnego drobnych naczyń ich rozpadu, pękania, wybroczyn i martwicy. Naczynia te są w CAŁYM CIELE! Gdy się rozpadają, pojawia się niesamowity ból całego ciała, brzucha, jelit… Wiktoria ma zajęty chorobą cały układ pokarmowy! Cierpi, a wlewane litrami leki, nawet narkotyczne, nie pomagają… Moja córka błaga o pomoc, a ja nic nie mogę zrobić! Dla Wiktorii to ból ciała, dla mnie duszy, bo nie mogę jej pomóc! Już kilka razy umierała, przestawała oddychać… Błagałam lekarzy, płakałam, żeby zrobili przeszczep szpiku – to była ostatnia nadzieja. Ryzykowny zabieg autoprzeszczepu się udał. Przeszczep od obcego dawcy, choć mógłby wyleczyć Wiktorię, zdaniem lekarzy by ją zabił… Jelita są w tak złym stanie, że rozpadłyby się od chemii… Autoprzeszczep odbył się w zeszłym roku. Po nim Wiki zaczęła chodzić! Zniknął ból, córka odzyskała siły, zdała nawet maturę! Wiedziałam jednak, że choroba wróci – zostały komórki pamięci. Jej układ odpornościowy znów zaczął ją zabijać zaledwie kilka miesięcy po przeszczepie… Jednak Wiktoria wciąż ma szansę na życie! Przy szybkim podjęciu odpowiedniego leczenia, choroba może zostać zatrzymana! Ale tu pojawia się problem… W Polsce nie ma żadnego oficjalnego leku na tę chorobę. Trzeba próbować z różnymi lekami biologicznymi, łączyć je na różne sposoby, testować, który zadziała. To jednak droga przez mękę – zdaniem lekarzy. Każdy taki lek, przed podaniem Wiki, musi być poprzedzony mnóstwem procedur. Żaden lekarz więc nie chce się tego podjąć!  Na świecie jest tylko kilka klinik zajmujących się leczeniem choroby Wiki. Jedna w Anglii, reszta w USA. Ta w Anglii jednak zajmuje się młodszymi osobami, dlatego odesłali nas do Pensylwanii, do Centrum Autoimmunizacji, Reumatologii i Immunologii. Prof. Rohit Aggarwal zajmie się leczeniem – czekamy na odpowiedź co do planu i kosztów leczenia. Te ostatnie niestety mogą być bardzo duże… Obecny stan Wiktorii jest bardzo zły, a będzie tylko gorzej… Córka przykuta jest do łóżka, ból pojawia się coraz częściej… Ma ciśnienie 65/40 jest bardzo niedotleniona. Ma tak dużo zniszczonych naczyń, że krew słabo przepływa. Problemy z jedzeniem i wydalaniem. Na zewnątrz – poza tym, że tylko leży – wygląda normalnie. Ale w środku ciała dzieje się spustoszenie… Jak dojdzie do niedowładu całego ciała – ponownie – nie będziemy mogli lecieć do USA. Dlatego tak bardzo musimy się spieszyć… Bez szybkiej pomocy moja córka umrze! Bardzo proszę o pomoc, choć nie jest to łatwe. Jednak nie mogę siedzieć bezczynnie, patrząc, jak moje dziecko cierpi! Dlatego proszę, z całego serca – pomóżcie uratować Wiktorię!

31 818 zł
Michał Jucha
Michał Jucha , 35 lat

Brutalnie pobity 2 dni przed ślubem❗️Bandyta zniszczył Michałowi życie... Ratunku!

Miałem wziąć ślub z miłością mojego życia, mieć szczęśliwą rodzinę i piękną przyszłość. 2 dni przed ślubem zostałem brutalnie pobity. Sprawca zaatakował i skatował mnie bez żadnego powodu. Straciłem wszystko. Nie mam już nic… 14 sierpnia 2016 roku miał odbyć się mój ślub z moją byłą już narzeczoną. Tego dnia były też moje urodziny… Wszystko było gotowe. Zaproszenia dla 230 osób, sala, garnitur i obrączki... 2 dni przed ślubem spotkałem się z przyjacielem, który miał być moim świadkiem. Przyleciał specjalnie z Norwegii. Wyszliśmy omówić ostatnie szczegóły wesela. Chcieliśmy coś zjeść na mieście, a potem złapać taksówkę. Nigdy nie wróciliśmy do domu… Przed barem z zapiekankami zaczepiła nas grupka agresywnych mężczyzn. Jednym z nich był łysy osiłek, który wyraźnie szukał zaczepki… Nic nikomu nie zrobiliśmy, nie powiedzieliśmy. Zostaliśmy zaatakowani bez żadnego powodu. Bandyta rzucił się na mojego przyjaciela, a potem na mnie. Brutalnie nas pobił. Straciłem przytomność, a on bestialsko katował mnie dalej… Sekundy dzieliły mnie od śmierci. Po pobiciu zapadłem w śpiączkę. Byłem na skraju życia i śmierci… Do szpitala w Jarosławiu trafiłem z połamanymi żebrami, urazem oskrzeli, rozwaloną ręką oraz nogą i tak dużym obrzękiem mózgu, że trzeba było wyciąć kawałek kości czaszki, a potem zastąpić ją tytanową płytką. Czaszkę miałam pękniętą aż w 14 miejscach. Lekarze nie dawali mi żadnej nadziei. Kazali moim bliskim podpisać zgodę na pobranie organów.  Wszystko, co piszę, wiem tylko z opowiadania mojej rodziny i znajomych... Nie pamiętam praktycznie nic. Całe szczęście przeżyłem. Kilka tygodni byłem w śpiączce.  Następnie przez kilka miesięcy byłem rehabilitowany. Nic nie pamiętałem, nikogo nie poznawałem. Od nowa musiałem uczyć się chodzić, mówić... Moje życie zostało kompletnie zniszczone… Straciłem pamięć, zdrowie, narzeczoną. Ze ślubu nic nie wyszło... Sprawca pobicia – oprych o pseudonimie „Cyklop” - uciekł i przez 2 lata cieszył się wolnością. Poszukiwano go listem gończym. Dopiero dzięki pomocy detektywa i programie „Sprawa dla Reportera” został złapany w Anglii i przewieziony do Polski. Za to, co mi zrobił, został skazany prawomocnie jedynie na 4 lata więzienia. 4 lata za moje zniszczone życie... Nie potrafił wytłumaczyć, dlaczego mnie zaatakował. Sąd Najwyższy dokonał kasacji wyroku i zwolnił go wcześniej... Mój oprawca wyszedł już z więzienia. Nie mam słów, żeby to skomentować. Przez to, co mi zrobiono, utrzymuję się tylko z renty. Szukam pracy, ale nikt nie chce przyjąć inwalidy… Niestety spłacam również kredyt, który wziąłem rok przed ślubem, żeby zapłacić za wesele. Z przyczyn finansowych musiałem wziąć kolejny kredyt. Po zapłaceniu zobowiązań nie zostaje mi prawie nic... Leczenie i rehabilitacja kosztują fortunę, pomagają mi ludzie o dobrych sercach. Już wiele razy otworzyliście na mnie swoje serca, moja wdzięczność naprawdę nie zna granic. Niestety, skutki pobicia będę odczuwał do końca życia... Moje leczenie cały czas trwa. Odbywam regularne wizyty u lekarzy specjalistów. W odpowiednim czasie otrzymam też skierowanie do szpitala w celu wykonania wszystkich dalszych badań. Jestem pod stałą opieką okulisty, dermatologa, pulmonologa, bo od urodzenia choruję na astmę oskrzelową. Będę wdzięczny za każde okazane wsparcie z Waszej strony! Michał Przeczytaj historię Michała w mediach: ➡️ Skatował Michała na dwa dni przed ślubem. Zapadł wyrok w sądzie w Jarosławiu: cztery lata więzienia dla „Cyklopa“ ➡️  „Cyklop” skatował Michała przed ślubem. Zapadł wyrok ➡️  Cyklop skazany na 4 lata więzienia za bestialskie pobicie ➡️ Skatował przyszłego pana młodego dwa dni przed ślubem. Prawomocny wyrok: cztery lata więzienia ➡️ Prawie zatłukł go na śmierć. Teraz chce kasacji wyroku - rozmawiamy z ofiarą

16 757 zł
Maksymilian Słysz
Maksymilian Słysz , 11 lat

Wychowujemy 4. dzieci – Maksiu potrzebuje stałej opieki i rehabilitacji!

Niedotlenienie mózgu spowodowało, że Maksiu choruje na dziecięce porażenie mózgowe, padaczkę, niedokrwistość, uszkodzony nerw wzrokowy, zaburzenie rozwoju psychomotorycznego i wiele innych dolegliwości…  Do dziś nie udało nam się wypracować stabilnego trzymania głowy. Synek nie kontroluje tułowia, nie jest w stanie usiąść ani wstać. Maksymilian jest pod stałą opieką rehabilitantów i wielu specjalistów. Jego choroba wymaga stałej i kompleksowej opieki.  By synek mógł dalej funkcjonować, niezbędny jest specjalistyczny sprzęt medyczny, który niestety nie jest refundowany w całości przez NFZ. W trakcie realizacji jest wózek aktywny oraz siedzisko. Nasz syn wymaga intensywnej rehabilitacji i ogólnorozwojowej stymulacji. Niestety ich koszt znacznie przekracza nasz budżet. Na tę chwilę oboje z żoną nie pracujemy. Ja zajmuje sie Maksiem i spędzam z nim 24 na dobę. Obecnie pobieram zasiłek opiekuńczy oraz pielęgnacyjny. Żona zajmuje się 3 dzieci: naszym maleńkim Antosiem, który urodził się 25 września 2022 roku, 4-letnim Jasiem i 12-letnią Julką 12 lat. Ciężko to przyznać, ale nasza sytuacja materialna jest dramatyczna. Utrzymujemy się tylko z zasiłków gminnych, gdyż na tę chwilę nie możemy podjąć pracy. Mieszkamy również w mieszkaniu socjalnym. Koszty prywatnej rehabilitacji to 120 zł za godzinę dziennie. Bardzo prosimy o pomoc. Dotychczasowe wysiłki i poświęcenie przynoszą efekty, a uśmiechnięta buzia synka nie pozwala nam na poddanie się. Chcielibyśmy w pełni wykorzystać wszystkie dostępne środki, metody leczenia i rehabilitacji. Potrzebujemy jednak do tego celu wsparcia materialnego.  Wszystkie zebrane pieniądze przeznaczone będą na bieżącą rehabilitację Maksa. Pragniemy, aby dalsze życie naszego dziecka było godne i szczęśliwe. Za każdą wpłatę nawet najmniejszą serdecznie dziękujemy!  Rodzice Maksia

1 525 zł
Waldemar Jakubik
Waldemar Jakubik , 46 lat

Tragiczny wypadek, jedna chwila... Błagam, pomóż nam ratować Waldka❗️

Nasz brat Waldek w dniu 16.03.2023 r. uległ nieszczęśliwemu wypadkowi. Chociaż było to niedawno, nasze życie zmieniło się diametralnie. Nie cofniemy czasu, ale spróbujemy odmienić przyszłość... Dla niego!  W wyniku upadku Waldek rozbił sobie głowę. W trybie pilnym w szpitalu miał operowanego krwiaka, który zagrażał jego życiu. Od dnia wypadku codziennie i nieustannie walczy — a my razem z nim.  Aby pomóc bratu, w jak najszybszym powrocie do zdrowia, zbieramy pieniądze na intensywną rehabilitację. Nasz brat przed wypadkiem był bardzo spokojną i pogodną osobą. Bardzo lubił uprawiać różne sporty: jazdę na rowerze, na rolkach, lubił pływać i spacerować. Wyjeżdżał do pracy za granicę, w wolnym czasie lubił pielęgnować ogród, uprawiał warzywa. Kochał zwierzęta, ma psa oraz trzy koty. Zawsze znalazł czas, aby zadzwonić do najbliższych, pojechać w odwiedziny. Ma wielu przyjaciół i znajomych. Troszczył się o najbliższych, o swoje zwierzęta. Zawsze był gotowy chętny do pomocy, życzliwy, uśmiechnięty, zawsze dla każdego miał dobre słowo i uśmiech. Interesował się muzyką, informatyką i elektroniką. Był bardzo uzdolniony w tych dziedzinach... Waldek to człowiek o gołębim sercu, skory do pomocy i kochany przez ludzi. Dziś potrzebuje wielu ludzi wokół siebie, by pokonać skutki wypadku. By wrócić silniejszym.  Bardzo boimy się, że przez brak środków nasz brat nie dostanie szansy na zdrowie i szczęśliwe życie, na jakie zasługuje. Chcielibyśmy dla niego najlepiej, ale koszty, są tematem, który nas pokonuje... Pomóż nam, proszę w walce o Waldka! Siostra Izabela wraz z bliskimi

12 430,00 zł ( 8,59% )
Brakuje: 132 241,00 zł
Zuzanna Idec
Zuzanna Idec , 4 latka

By Zuzia nie tylko widziała, ale i słyszała świat. Pomóż mojej córeczce!

Chociaż tak bardzo bym chciała, nie mogłabym zmienić historii, która była nam pisana... Zuzia urodziła się całkowicie zdrowa, jednak od razu po urodzeniu zauważono deformację małżowiny usznej. W głębi serca wierzyłam, że ta sytuacja nie wpłynie źle na jej rozwój, jednak dość szybko okazało się, że potrzebna będzie operacja.  Wiedziałam, że nie mogę zrobić nic. Nic bowiem nie było w stanie sprawić, że Zuzia urodziłaby się całkowicie zdrowa. Deformacje uszu mogą nie przysparzać żadnych problemów i nie dawać o sobie znać do końca życia. U mojego maleństwa zdarzyło się odwrotnie. Nie chcę narażać córki na życie w ciszy, nie chcę, by miała problemy z mową. Chcę uniknąć sytuacji, w której będzie zmagać się ze stresem i obniżoną samooceną przez komentarze rówieśników.  Konieczna będzie operacja plastyki ucha oraz operacja wszczepienia implantu. Dodatkowym kosztem będą aparaty słuchowe, które córeczka będzie musiała wymieniać, być może już do końca życia… Wszystko to tworzy ogromny koszty, które za chwile będą przekraczać możliwości finansowe naszej rodziny.  Wciąż czekam na kosztorys operacji, jednak już dziś wiem, że musimy się liczyć z tym, że w grę wchodzą ogromne kwoty – których jako rodzice Zuzi, po prostu nie mamy. Pieniądze nie mogą jednak przekreślić szansy córeczki na to, że będzie mogła dobrze słyszeć i rozwijać się tak, jak inne dzieci.  Zuzia jest naszym aniołkiem i ogromnym szczęściem. Mimo problemów, z jakimi mierzy się od początku swojego krótkiego życia, uśmiech towarzyszy jej prawie w każdej chwili. Proszę, pomóż nam teraz, by potem nie było za późno... Daria, mama  

34 462 zł
Matylda Wędrychowicz
Matylda Wędrychowicz , 38 lat

U Matyldy zdiagnozowano śmiertelną chorobę, gdy jej synek miał zaledwie roczek❗️Ratunku❗️

Pierwsze objawy choroby pojawiły się niedługo po porodzie. To właśnie wtedy zaczęłam delikatnie utykać na nogę. Podejrzewałam, że to dlatego, że cały czas jestem w ruchu, opiekując się maleństwem… Nie przypuszczałam jeszcze wtedy, z jak potworną diagnozą przyjdzie mi się niedługo zmierzyć.  Objawy zaczęły nasilać się coraz bardziej. Gdy synek skończył roczek, zdecydowałam się poszukać pomocy u ortopedy. Lekarz stwierdził u mnie zapalenie nerwu strzałkowego. Rozpoczęłam intensywną rehabilitację pod kątem tej diagnozy, jednak bez efektów. Objawy wciąż narastały, a ja zaczęłam się coraz częściej przewracać…  20 lipca 2022 roku – to dzień, który zapamiętam na zawsze. To wtedy usłyszałam diagnozę i w jednej krótkiej chwili runął cały mój świat. Stwardnienie zanikowe boczne – to brzmiało jak wyrok. Choroba, która prowadzi do osłabienia, porażenia i niewydolności mięśni. Przewidywana długość życia? Od 3 do 5 lat. Nie mogłam w to uwierzyć, nie chciałam w to uwierzyć! Moje serce wypełniła rozpacz, a umysł spirala pytań bez odpowiedzi. Dlaczego? Dlaczego ja? Jak długo pozostanę sprawna?  Ile życia mi zostało? Ile czasu uda mi się spędzić z mężem i naszym maleńkim synkiem? Z każdym kolejnym pytaniem po mojej twarzy płynęło coraz więcej łez.  Na stwardnienie zanikowe boczne nie ma skutecznego lekarstwa, jednak robię wszystko, co w mojej mocy, by spowolnić postęp choroby. Zakwalifikowałam się do badania klinicznego, w którym przyjmuję lek jeszcze niedopuszczony do stosowania w Europie. Od momentu diagnozy walczę o zachowanie sprawności na rehabilitacji. Częściowo jest objęta refundacją, jednak to nadal zbyt mało. Potrzebuję codziennej i intensywnej terapii, a każda godzina pracy z rehabilitantem jest bardzo droga… Po domu poruszam się o jednej kuli, na jakimkolwiek dłuższym dystansie potrzebuję już wsparcia dwóch. Niedługo koniecznością stanie się wózek, co wiąże się z kolejnymi, ogromnymi kosztami.  Nie chcę myśleć o tym, co przyniesie przyszłość – to zbyt bolesne. Wiem jednak, że muszę walczyć – aby jak najdłużej być z mężem i móc trzymać w objęciach synka. Proszę, pomóżcie mi w tym. Nie przechodźcie koło naszego dramatu obojętnie. Matylda

47 186 zł

Obserwuj ważne zbiórki