Póki śmierć nas nie rozłączy...

Rehabilitacja
Zakończenie: 6 Listopada 2015
Rezultat zbiórki
Słowa podziękowania za okazałe wielkie serca i pieniążki, dzięki którym mój mąż stopniowo wraca do zdrowia, nie są wstanie opisać mojej wdzięczności, jaką mam dla Wszystkich osób, które pomogły w realizacji rehabilitacji, która jest niezbędna dla Jarka. Dzięki Wam, na dzień dzisiejszy mogę śmiało powiedzieć, że choć pomału (ale zawsze coś), Jarek zaczyna poruszać lewą stroną ciała. Wiem,że dla jednych to mało ale dla Niego, po tak ciężkim udarze pnia mózgu, jest to kolejny wielki krok do przodu. Bez niezbędnej rehabilitacji, niestety Jego mięśnie były by sztywne i nieruchome. Dlatego pragnę wszystkim razem i każdemu z osobna serdecznie i gorąco podziękować za okazałe serce, zrozumienie i pomoc. każdy z Was zrobił mały (a jakże wielki) gest w wielkiej sprawie. Dziękujemy!
Opis zbiórki
W zdrowiu i w chorobie, póki śmierć nie rozłączy… Gdy życie jest sielanką, największym zmartwieniem pochmurne niebo, a każdy dzień jest lepszy od poprzedniego, łatwiej żyć, pokonywać codzienności i realizować plany i marzenia. A co jeśli choroba niespodziewanie zapuka do naszych drzwi, przewartościuje nasze plany i marzenia, rozsypując całkowicie dotychczasowe życie. Brakuje wiary, choroba uszczupla budżet, miłość nagle gaśnie. Wielu poddaje się już na starcie. Choć los okrutnie zadrwił z ich miłości, Pani Karina głęboko wierzy, że jeszcze kiedyś usłyszy pełen miłości głos męża, czuły pocałunek, że jeszcze kiedyś będzie mogła schować się w ramionach pana Jarka przed całym złem.
Strażak z zamiłowania. Pasjonat gry na trąbce. Człowiek złota rączka. Nigdy się nie skarżył, dbał o zdrowie, od lat brał leki na nadciśnienie. Prowadził zwyczajne życie, które w jednej chwili rozsypało się bezpowrotnie. 27 grudnia 2014 roku po powrocie ze spaceru, Pan Jarek przewrócił się, stracił przytomność, a jego serce zaczęło niebezpiecznie zwalniać. Rozbiegane nieobecne oczy, nieruchome ciało i brak reakcji na nasz przeraźliwy krzyk, sygnał nadjeżdżającej karetki i proste polecenia lekarzy wróżyły z możliwych najgorszy scenariuszy. Szpital i diagnoza, po której nasze życie nigdy nie powrócił spokój.
Udar niedokrwienny pnia mózgu, ze wszystkich możliwych, najgorszy… W przypadku tego schorzenia kluczowe są minuty. Gdyby nie natychmiastowa pomoc i reanimacja wykonana do przyjazdu karetki przez córkę, Pana Jarka by z nami nie było. Natychmiastowa operacja wszczepienia zastawki i walka… Po 4 miesiącach ratowania życia czas pobytu Pana Jarka w szpitalu dobiegł końca. „Może Pani zabrać pacjenta do domu albo poszukać miejsce w zakładzie opiekuńczo-leczniczym”.
Pan Jarek potrzebuje wielu niezbędnych towarzyszy, na których zakup Pani Kariny nie stać, a bez których powrót to domu okazał się niemożliwy. Specjalistyczny łózko oraz materac przeciwodleżynowy, ssak, koncentrator tlenu. Sama opieka podczas wymiany sondy oraz oczyszczania dróg oddechowych z zalegającej wydzieliny poza specjalistycznym sprzętem wymaga wiedzy i wprawy. Placówka opiekuńczo-lecznicza jest krokiem w stronę oswajania nowej rzeczywistości.
Niestety sam pobyt, poza dostępem do lekarzy niewiele zmienia w życiu Pana Jarka. W ośrodku jest tylko jeden rehabilitant, co przy aktualnej liczbie pacjentów oznacza, że raz na 2 dni ciało Pana Jarka jest rehabilitowane 20 minut. Pani Karina wie, że to zdecydowanie za mało, aby pobudzić uśpione ciało do życia. Brak świadomych reakcji jest podstawą odmowy udzielenia dodatkowej rehabilitacji przez NFZ. Błędne koło.
Każdy dzień to oczekiwanie… na znak, gest. Minimalny ruch głową na znak sprzeciwu, wodzenie wzrokiem za głosem najbliższych - doprowadza do radości. Telefon z ośrodka oznacza pogorszenie - wołają na pożegnanie. Ale to jeszcze nie czas… przecież Ty do nas wrócisz.
Pani Karina całymi dniami czuwa przy łóżku Jarka. Przychodzi rano, nie śpieszy się. Przygotowuje obiady, przetarte owoce, soki. Z ogromną czułością ociera kropelki potu z czoła, karmi i pielęgnuje. O każdym ruchu uprzedza… Zakup maści, opatrunków przeciwodleżynowych, lekarstw pochłania skromny budżet rodziny. Kilkakrotnie udało jej się odłożyć niewielką sumę na 3-4 dodatkowe godziny rehabilitacji męża. To zdecydowanie za mało, aby przyśpieszyć czas powrotu do domu.
Gdy Pani Karina powtarzała słowa przysięgi małżeńskiej, z całego serca pragnęła jej dotrzymać. Nie spodziewała się, że los wystawi na tak ciężką próbę ich miłość. Podobno nie otrzymujemy takiego cierpienia, którego nie potrafilibyśmy udźwignąć. Teraz stanęła przed najbrutalniejszym murem, brakiem pieniędzy. Dlatego zwraca się z prośbą o pomoc do ludzi dobrej woli o wsparcie.